Death metal w Londynie

Ruszyłam w trasę do Londynu, odwiedzić brata. Brat to takie stworzenie, które troszczy się o swoje młodsze rodzeństwo. U mojego brata objawia się to w sposób nietypowy. Czyli „piwka eM? / przynieść ci 34764746 rzeczy ze sklepu (w tym 99% to np. piwko?) / jesteś jakaś niewyraźna – imprezke robimy?”. A więc przez te kilka dni przeżyłam około 20 imprez, które kręcą się wokół tematu „taka fajna młodzież, a nie napije się z nami”. W połowie pobytu wymyśliłam, że biorę antybiotyki. A pod koniec jechałam już na bezalkoholowym.

Najgorsza była chyba niedziela. Pojechałam na próbę zespołu. Bite 6 godzin siedziałam w kącie słuchając death metalu, przerywanego „fajne siostra co nie? Zaraz będzie więcej”. Po pięciu godzinach i czterdziestu pięciu minutach w końcu zasnęłam, jednak zostałam obudzona przez właściciela studia, który w końcu znalazł zatyczki do uszu.

Ale ale, odkryłam że mam syndrom siostry. Czyli nie jęczę, że mi się nuuuuudzi tylko pękam z dumy chwalę i klaszczę.

W ten oto sposób moje potrzeby towarzystwa zostały wypełnione na cały rok z góry. Wiecie jak są takie paski potrzeb w simsach? Moje pękają w szwach.

Inna sprawa, że wybrałyśmy się z Pe na romantyczny spacer po ogrodach. Nici z tego. Nasz trzynogi pies wzbudza tak ogromne zainteresowanie, że byłyśmy zaczepiane na każdym kroku. Dzieciaki miały frajdę bo każdy chciał „zdjęcie z wilkiem”, który swoją drogą jest potulny jak baranek.

Pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze coś. Możliwość doświadczenia oglądania telewizji. Tak. Prawdziwej, a na dodatek polskiej. Raz było tak, że z Pe nie jadłyśmy, nie piłyśmy, tylko wklejone patrzyłyśmy jak roboty w szklany ekran przez 10 godzin. Toż to jest szok. Ja nie wierzę, że tam lecą takie rzeczy jak ślub z obcym, programy o szukaniu żony przez rolników, propaganda na TVP znana mi tylko z opowieści czy hity w postaci reklam. Niektóre reklamy są tak idiotyczne, że nie ogarnełyśmy tego. Skończyło się na tym, że szukałyśmy w Internecie informacji na temat otworzenia własnej agencji reklamowej. Wszystko po to, żeby uratować branże reklamową. I na szczęście dzięki przesileniu tych elokwentnych pomysłów przecięłyśmy pępowinę i wróciłyśmy do realnego życia. Czyli walk na łaskotki i próby przeżycia w deszczowej krainie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>