Usprawiedliwienie nieobecności cz. 1

Okres od lipca do grudnia był dla nas tragiczny. I tylko lenistwo oraz brak organizacji uratował nas od zamieszkania osobno. Wszystkie marzenia i plany wydały się odległe i nierealne. W takich momentach nawet nieuprzejma pani Grażyna 50+ z ŻabkiUK pakuje chleb seksowniej niż zwykle. Styrana życiem pani listonosz wydaje się najfajniejszą babką na świecie, której człowiek pragnie torby z listami nosić. A pójdźmy nawet dalej! Imię sąsiadki, tej najbardziej irytującej i czepliwej, wypowiedziane na głos wywołuje pozytywne dreszcze. To taki etap, kiedy wszystko wisi na włosku. Kiedy człowiek marzy o roli w Beauty and the butch i nawet nie boi się pomyśleć, że dałby się takiej ukraść. To taki etap kiedy swoim hetero przyjaciółkom piszesz soczyste podteksty i masz nadzieje, że zauważą-nie zauważą. Flirtujesz na czatach z osiemnastkami i łykasz jak pelikan każdy komplement. Grabienie wyimaginowanych liści w zimowy poranek wydaje się ciekawszą perspektywą niż spędzanie czasu razem w jednym pomieszczeniu.

W dodatku nie robisz nic. Nie jesz bo żywisz się swoim nieciekawym losem. Nie uprawiasz sportów bo cała Twoja motywacja została wykorzystana na wstanie z łóżka w ogóle. Jeśli piszesz to tylko jakieś smuty, a bloga omijasz z daleka bo przypomina jak to było kiedyś. I weźcie powiedzcie jak to jest? Nagle z dnia na dzień Wasza szalona, najlepsza, najukochańsza połówka staje się kimś obcym i rutynowym. Krok kolejny jest jeszcze gorszy, człowiek wpada w depresje i zaczyna rozmyślać w stylu „skoro miłość się kończy to bez sensu” / „co to było, to wszystko” / „jak żyć”. W efekcie zawaliłam wiele spraw, zaniedbałam wiele znajomości i całe dnie spędzałam na wpadaniu w coraz większy dół.

Pewnego dnia ogarnęłam się i stwierdziłam, że muszę odzyskać moje życie. Zaczęłam planować. I gdzieś tak w oddali myślałam sobie, że zacznę wszystko od nowa z Pe czy bez. Ale nagle oblał mnie zimny pot i panika. Poznawanie kogoś od nowa? Wpierdzielanie się w dogłębne poznawanie nowej osoby? Słodki Jezu, nie chce mi się takich udziwnień w życiu. Na to wszystko usłyszałam, że teściowie nas odwiedzają. Rozsypałam się całkowicie. Nie miałam siły udawać szczęśliwej i sympatycznej. I wtedy przyszedł list.

Pracodawca wzywa do wykorzystania zaległego urlopu. Byłam w szoku. Z tego wszystkiego zapomniałam o tym całkowicie. Człowiek chomikuje i oszczędza cały rok urlopy na żądanie, nienawidzi siebie za prace w święta, za niekorzystanie z kół ratunkowych. I tak uzbierały mi się ponad trzy tygodnie. Pakuje się od razu. I oświadczam Pe „wyjeżdżam”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Usprawiedliwienie nieobecności cz. 1

  1. ~Diabeł pisze:

    Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak ciężko musiało być w tamtym czasie. Żyć z kimś tak długo i nagle tylko mieszkać obok niego. Moje związki przeżywały kryzysy, mniejsze lub większe, i każdy z nich przeżywałam okropnie. Ale stażem nie dorównuję Wam nawet w części, więc tym bardziej nie wiem, jak bardzo to wszystko na Ciebie – Was – wpływało.
    Cieszę się, że po tak długiej nieobecności w końcu widać promyk życia na blogu. Trochę się martwiłam tą ciszą. :c
    Czekam na dalszą część i, mam nadzieję, na happy end.
    Pozdrawiam,
    Diablica

  2. ~Kiwi pisze:

    A już się bałam, że porzuciłaś bloga :0
    Po części wyobrażam sobie jak czujesz się w tym momencie…
    Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i znów będzie u Was tak jak dawniej :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>