O sztuce dogadywania słów kilka, czyli upewnij się, że małolata z youtuba nie ma więcej do przekazania ludzkości od Ciebie

Muszę przyznać, że ograniczyłam korzystanie i z Internetu, i z komputera. I całkiem nieźle na tym wyszłam. Bilans tego wszystkiego wychodzi na plus bo książki zostały przeczytane, Chodakowska już się nie gniewa, a nawet w pracy poszło do przodu, tylko ten blog stoi w miejscu. Poza tym, to spędziłyśmy bardzo miłe chwile w towarzystwie znajomych z Polski. Skoczyliśmy do Brighton zahaczając o Seven Sisters. Po wszystkim spałam może ze cztery godziny i żwawo poleciałam do pracy. Znowu za kółko. I jak to jest, że współpracownicy swoim nadmiernym zainteresowaniem twoim wellbeeingiem, stojący na straży poprawności twojego imagu i stanu zdrowia, bez ogródek lecz opiekuńczo wyrzucą ci: „wyglądasz na strasznie zmęczoną”, „powinnaś sypiać więcej” czy klasycznie: „jesteś chora? (w domyśle: bierzesz coś?)”. I tak od lat. A tutaj proszę, okazuje się, że im mniej śpię tym lepiej wyglądam i że „narzeczona dała mi się w końcu wyspać w nocy”. Na prawdę jestem niesamowicie wdzięczna za te bezinteresowne komentarze, kimże bez nich byłaby ma osoba? Nieuświadomioną anemiczką z podkrążonymi oczami, która jeszcze śmie przeciągać dni i noce w nieskończoność, nadszarpując poczucie estetyki współ-kolegów. Może i coś w tym jest, bo już zauważyłam, że im mniej śpię tym bardziej produktywna jestem. I być może w moich żyłach płynie jakieś antidotum na ludzkie zmęczenie, lub zawarta jest może tylko drobna odpowiedź na typowe pytanie forumzdrowie „chcę spać jak Napoleon Bonaparte”. Do tego wszystkiego po długiej przerwie teściowa (która oczywiście oficjalnie teściową nazwana być nie może bo jest to wbrew prawom natury, lecz na potrzeby bloga omieszkam się pominąć oficjalne tytuły w koligacjach rodzinnych) wraca do formy i wyskoczyła na skypie, że przytyłam, a Pe to już w ogóle szkoda gadać. I faktycznie patrzysz w te migające okienko, że leżysz jak Zordon, od dołu, niekorzystny kąt kamery, twarz i szyja rozpłaszczona, podkrążone oczy też nie pomagają bo akurat spałam drobinkę dłużej zeszłej nocy itepe. Lecz z drugiej strony jesteś w trakcie rzucania palenia, które utrudnia ci domknięcie lodówki plus wypruwasz sobie flaki z wirtualną trenerką. I pierwsze myśli w głowie tagują sytuacje #alewrednie #jestemoazaspokoju #cocieniezabijetowzmocni #nieprzeklinaj #hejter. Odliczam do dziesięciu i przypominam sobie, że kilka minut temu życzyliśmy sobie wszyscy smacznego jajka i dobroci w te święta. Robię więc dobrą minę i olewam. W końcu mam z -15 lat więc każdy kontrargument jest jakimś tam pyskowaniem do starszego. Więc jestem spalona już na starcie. Nasuwa się jedno już od dawna: bliscy to najwięksi hejterzy, którym średnio podskoczysz.

Jednak w przypadku pierwszym jak i drugim, takiego miłosierno-dobrotliwego komentowania osób drugich, które nie wnosi przecież do ich życia nic poza negatywną energią (okej, może w nielicznych przypadkach ekstremalnego „dosrywania” komuś, ten ktoś nagle wyskakuje z sześciopakiem na brzuchu  z wymalowanym na twarzy „a widzisz!” lub popełnia samobójstwo), spotkałam się z automatycznym usprawiedliwianiem takiego długiego jęzora (no co, mówię co myślę na głos!). A mianowicie: „to moja opinia, co nie mam wyrażać własnej opinii? [lekkie oburzenie jakby co najmniej odebrało się tej osobie prawa wyborcze]„, „takie jest moje zdanie [duma z posiadania własnego zdania]„, „ja jestem szczerą osobą, nie każdy taki jest [więc padnij u mych stóp i wielbij za moje uświadomienie ciebie]„, „tylko żartuje, na żartach się nie znasz? [moich wysmakowanych, z wyższej półki, z których osobiście sikam ze śmiechu]„. Kolejna żelazna zasada tyczy się komentowania spraw, które już się dokonały (lub są stałe), lub których dokonanie nie ma dla osoby drugiej aż takiego znaczenia (mogą być zmienne). Czyli poza klasycznym punktowaniem cech zewnętrznych możemy posłużyć się szerokim wachlarzem decyzji/opinii niezmiennych lub nabytych – włączmy w to homoseksualizm, ale nie tylko. Wybory żywieniowe, religijne (lub ich brak), kupno auta, a nawet zaadoptowanie psa czy kota, przez wybór towarzystwa aż do spraw zawodowych. Znacie to? O ile ktoś z rodziny na kredyt przyznaje sobie prawo do wyrażania własnego zdania na każdy temat, o tyle często czynią to osoby całkowicie z nami niespokrewnione. Zabawne.

Powiem jedno. Jasne, że każdy sobie może mówić to, na co ma tylko ochotę. Ale może zamiast pierdzielenia o tuszy czy innych niecierpiących zwłoki sprawach świata warto A. spojrzeć na siebie i wymagać od siebie (przede wszystkim uprzejmości/kultury) B. Zamknąć buzie i zabrać tego „grubasa” na rowery lub zarazić siłownią i spędzić miło czas. Do wszystkich  zbawicieli problemów tego świata – to jest właśnie ta granica bycia kulturalnym, pozytywnym i pomocnym, a bycia nieuprzejmym, negatywnym, wrednym, czepliwym i bezczynnym.

Z powyższych powodów często do naszego życia nie zapraszamy każdego, odgradzamy się. Do wspólnego radowania się z naszych decyzji czy wspólnego przejścia przez te złe. Nawet na blogu jestem zmuszona przemilczeć połowę spraw bo wiemy kto tu zagląda, a potem jeszcze przybije gwóźdź do krzyża (że tak wielkanocnie nawiąże). Bo na przykład adoptując psa nagle automatycznie stajesz się Wiolettą Villas ;). Taki mur buduje się słowami, na cholerę dokładać sobie charytatywnie czyjegoś beblania. Więc jeśli chcesz być blisko z synem, matką, przyjacielem, dziewczyną, znajomym, rodzeństwem, jest na to jedna rada – po prostu nie pieprz. Głowa do góry i do przodu, będzie inaczej, będzie miło.

Po całej tej historii z imagem „na ćpunkę” postanowiłam zaaplikować sobie dawkę komputera i przewertowałam vlogi pięknych nastolatek o nieskażonych cerach. Wiecie, jasny filtr, wesoła imprezowa muzyczka w tle, kupa śmiechu we wstępniaku – nic nie zapowiadało, że zostanę wtajemniczona w krąg pięknych cer i promiennego spojrzenia. A jednak, małolaty powiedziały mi więcej konkretów, ba wsparły psychologicznie i upewniły o moim pięknie – choć spędziłam z nimi ze cztery minuty per każda na youtubie. Zastosowałam zimne łyżki, maseczkę z herbaty, ogórka, ziemniaka i niezliczone specyfiki. Efekty przetestowałam na Pe:

- Hej miś, widzisz różnice? – konsternacja i badawcze spojrzenie Pe – Eee, yyyy, aaa [ratuj panie boże, stąpam po cienkim lodzie] nie kochanie, jesteś tak samo piękna – patrzę na nią z lekkim wkurzeniem – To znaczy nie nie!!! Stop!!! Zatrzymaj emocje! Mam na myśli jesteś piękniejsza! – No i nie pogadasz. Choć z podpowiedziami i nawiązaniami w końcu odgadła mój makeover oczu.

Ps. Moją intencją nie było urażenie żadnego członka rodziny/znajomych. Wkurzam się, ale kocham :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia, Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O sztuce dogadywania słów kilka, czyli upewnij się, że małolata z youtuba nie ma więcej do przekazania ludzkości od Ciebie

  1. Siwa pisze:

    Najgorsze jest to, że nawet jeśli my jesteśmy dla ludzi mili i sramy miłością, to ci „najbliżsi” i tak ciskają gromami i obrażają innych. Np. dwójka moich przyjaciół czepia się mojej tuszy (a przecież mam idealne BMI) i nie wiem co o tym myśleć…
    Pozdrawiam :)

  2. ~Diana pisze:

    Cześć, dziewczyny gdzie się tak długo podziewacie? Tęsknię za Waszymi postami! Piszcie! :)

  3. ~Katherine pisze:

    Właśnie, dawno Was nie było.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>