Jaszczurza siostra

Jakieś dziesięć lat temu wyszłam z szafy przed moim bratem. Nastąpiła wtedy między nami bardzo długa cisza poprzedzona szokiem. Padło też pytanie X, na które zawsze reaguje wykręcaniem oczu – „jak wy to robicie?”. Potem nasze porywcze charaktery utrudniały nam kontakty coraz bardziej. Słowo za słowo, ząb za ząb. I zawsze był typowym dokuczającym starszym bratem. Kiedy poparzyłam się nadmorskim słońcem, tak że skóra odchodziła mi płatami – krzyczał za mną „jaszczur!”. Kiedy mi sie przytyło zostałam „kaczą dupom”. Ale nie to było najgorsze. Kiedyś wystraszył mnie w środku nocy tak bardzo, że doznałam paraliżu całego ciała. Ale dożyłam swojego wieku! Potem był już milszy. Często wraz ze swoją dziewczyną zabierał mnie do kina. Na Pokahontas, na Dzwonnika z Notr Dame czy inne Króle Lwy. Teraz miałam okazję mu się odwdzięczyć. Przyjechał w odwiedziny. I teraz to ja, razem z moją dziewczyną mogłam zabrać go na wycieczki. Wstyd się przyznać ale przez ostatnie lata rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka razy. Poznawaliśmy się od nowa. I chociaż daleko mu do homofoba, to strasznie się obawiałam tego jak przyjmie moją Pe. Oczywiście panikowałam niepotrzebnie. Pe nie da się nie lubić, potem to już sami wyrywali się na zakupy czy pstrykanie fotek. Słyszałam tylko na zmianę „masz świetną dziewczyne” kontra „masz super brata”.

Zaliczyliśmy kilka pubów na rozluźnienie atmosfery. Potem było Halloween, degustacja deserów w Jamim Oliverze. Wybraliśmy się też do Londynu, gdzie połowe czasu spędziliśmy w Camden Town gapiąc się na świecące tancerki w Techno sklepie. Odwiedziliśmy miejsce narodzin Iron Maiden, a na koniec wylądowaliśmy na międzynarodowych targach cukierniczych w Birmingham. Udało nam się zamienić słowo z Carlosem Lichettim – takim Gordonem cukiernictwa. A po powrocie Pe spełniła moje marzenie o słodkiej zemście – wystraszyła mojego brata tak, że upadł na podłogę. Czyli jak dla mnie wystarczająco. Nawet Luna się do niego przywiązała. Wytarzała się w jego łóżku po czym zakopała czekoladę pod jego poduszką.

I nie mogę uwierzyć, że mój brat i moja mama wytrwali na diecie wegańskiej prawie całe dwa tygodnie. Była wpadka z Subwayem po czym wytoczyłyśmy najmocniejsze działa, w postaci filmów i długiego wykładu. Jak zwykle najmilej było udowodnić, że nie „żremy trawy”. A wyroby sojowe potrafią naśladować wszystko.

Dzisiaj ich pożegnałyśmy. I trochę mi się popłakało za nimi. Ale przynajmniej rozstajemy się w zgodzie, rozpoczynając nowy rozdział. Na naszej ścianie zawisł obraz jego autorstwa, przedstawiający mnie + Pe i nasze osobowości. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego prezentu. Więc znowu wracamy do naszej tęczowej rzeczywistości, gdzie mam nadzieję znaleźć trochę więcej czasu na pisanie. Więc obiecuję zaglądać tu częściej.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jaszczurza siostra

  1. ~Katherine pisze:

    Super się czyta, ciesze się, że wszystko się układa mimo wcześniejszych obaw:) rodzina jest najważniejsza.
    Tylko dotrzymaj obietnicy o częstszym pisaniu, bo już mam dość rozczarowań, ilekroć wchodzę na bloga, a tu brak notki;)

  2. ~słodka pisze:

    Trzymam za słowo, dawno was nie było. Czekam na jeszcze.
    Pozdrowienia

  3. ~Be pisze:

    Jaszczur to w porownaniu z moim kosciotrupem pestka.;) Był czas ze biegałam za num po piwnicach i budowałam czołgi. On nauczył mnie lutować sliczne oporniczki na matrycy. To kiedyś niestety. Za to ze smarkulą siostrą jest tak jak powinno być. Kto by przypuszczał.
    Buziaki Wam tam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>