Jak zaskoczyć swoją dziewczynę i na tym nie ucierpieć, czyli wypadek na moście

Urodziny Pe całkowicie mnie pochłonęły. Siedziałam i myślałam całymi dniami co tutaj zorganizować. Aż mnie trafiło. Już nie raz z ust Pe padało w moim kierunku słowo „wredota”. I ten diabelski plan był tego przypieczętowaniem. Stety pomysł mogłam zrealizować tylko w Szkocji, z sześć godzin jazdy autem na północ. No to pakujemy się! A w między czasie naskrobałam takiego oto maila:

„Cześć! Moja narzeczona wkrótce obchodzi urodziny. Z tej okazji chciałabym niespodziewanie zepchnąć ją z mostu z zasłoniętymi oczami. O niczym nie wie i niech tak pozostanie aż do naszego przyjazdu, do ostatniej chwili. Dzięki i do zobaczenia!”

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znalazłam też czas żeby wysłać jej kwiaty do pracy. Z dołączoną karteczką, na której ręcznie napisałam „Wkrótce zginiesz. M.”. Nie no, żartuję napisałam coś bardziej urodzinowego. Najlepsza była reakcja Pe, która na sto procent stwierdziła, że to na pewno nie dla niej. Na szczęście kwiaciarka dopięła swego i ją przekonała do swojej racji. Została też wzięta za dziewczynę Pe. Urodziny urodzinami ale najważniejsze, że oznaczyłam teren w nowym środowisku. Wiadomo jak te integracje pracownicze wyglądają.

Ale cała wycieczka miała podwójny sens. Z miesiąc temu dopadła mnie filozoficzna myśl nad moim sensem istnienia (dlatego znikłam stąd na aż tak długo). Bo wiecie, kiedy mieszkałam w Polsce miałam twarde priorytety. Punkt pierwszy – znaleźć bratnią duszę, ale taką nadzwyczajną, o której książek się naczytałam. Rycerka w lśniącej zbroi piechotą przemierzająca zakamarki mojego serca (bo od idei jazdy konnej już się odcinam). Punkt drugi – ukraść ją w bardziej tolerancyjne rejony świata, gdzie wydają zezwolenia na ślub. I kolejne punkty to było coś o domu, psie, fajnej pracy i życiu długo i szczęśliwie. Dokładnie nie pamiętam już o co mi w tym chodziło bo wywróciło mi się to wszystko w głowie i powstał niezły bajzel. Otóż ja już tego nie chcę! Rezygnuję i pragnę uciec. Nie od Pe, bo już mnie chyba nic od niej nie uwolni. Ale kiedy już ma się to wygodne życie, poukładane i ciepłe to nagle człowiek zaczyna czuć się jak w klatce. Moja znajoma stwierdziła, że chyba nie lubię być dorosła. Niestety dorosłość wali po pysku co rano lojalką podpisaną w pracy na całe dwa lata. I nie to, że nie lubię swojej nowej pracy bo jest świetna! Ale jest też prosta i spokojna.

Naoglądałyśmy się filmów, naczytałyśmy pamiętników, blogów, napatrzyłyśmy na zdjęcia i atlasy. Wymyśliłyśmy, że ruszymy autostopem przez świat. Ten wyjazd do Szkocji to miało być takie ochrzczenie nowych podróżniczek, próba mentalna. Ale oszukiwałyśmy samochodem i wizytami w knajpach. Nasz pomysł na nowe życie troszkę się skomplikował bo jesteśmy za wygodne panienki. Ale! Namiot był. Ostatnia zdobycz w Tesco za 9.99. Pani z obsługi stwierdziła, że wariatki. W góry jadą z namiotem dla dzieci. Ruszyłyśmy jednak pełną parą i gdzieś pomiędzy tymi mokradłami, pod wiaduktem Glenfinnan (gdzie kręcili Harrego Pottera) czekałyśmy zmoknięte do rana czatując na Hogwart Express. Znalazłyśmy taki minimalny skrawek suchej ziemi, gdzie twarda skała odcisnęła swe piętno na moim plecu. Kiedy rozpaliłam ognisko i zaczęłam smażyć zupy w puszkach nagle usłyszałyśmy dziki. I zapadła grobowa cisza. Pe zapytała nieśmiało czy wiem coś o dzikach. Skłamałam jej pierwszy raz, że nie. Ona odwdzięczyła się tym samym. Chociaż dobrze obie wiedziałyśmy, że w jej rodzinnym mieście dziki atakują ludzi plus obie dobrze znałyśmy rymowankę z Pana Kleksa. Miałyśmy wysłać psa na zwiady, ale Luna była tak wybiegana, że zapadła w śpiączkę i można ją była szturchać, machać szynką po nosie i nic. Zgasiłam ognisko i poszłyśmy spać w terrorze. Pe zapomniała o całej sprawie w mgnieniu oka i zachrapywała rytmicznie. Ja non stop słyszałam kroki i przypominałam sobie najgorsze ujęcia z najgorszych obejrzanych, leśnych horrorów życia. Rano okazało się, że owe kroki stanowiły niezagrażające życiu pokropywania deszczu.

Kolejną noc spędziłyśmy w aucie, a następną u koleżanki w Edynburgu. Miałyśmy nie spać wcale. Miałyśmy wybrać się do najciemniejszego miejsca w Szkocji i obserwować krwawy księżyc. Potem „wcale” zamieniło się na „piętnaście minut drzemki”, ale zasnęłam tak mocno, że chyba zaraziłam zmęczeniem cały dom. Bo i mężczyzna Ka zaspał do pracy. Niestety w tym wszystkim całkowicie pomyliłam daty i książyć ku naszemu zdziwieniu wyglądał całkiem zwyczajnie. Definitywnie potrzebuję więcej takich wyjazdów, żeby z naszego wyjazdu marzeń cokolwiek się ziściło. Ale na dzień dzisiejszy muszę stwierdzić jedno. Troszeczkę zwiedziłam i Szkocja to najpiękniejsze miejsce jakie mogłam sobie wyobrazić. Wodospady, góry, jeziora, morze, lasy rodem z powieści Tolkiena. A nawet te nazwy miejscowości, no magiczne!

Pozostał nam tylko gwóźdź programu. Skok Pe na bungee. Wywiozłam ją do lasu, pokazałam wysoki most nad rzeką i kazałam jej nieświadomie patrzeć w dół. Wiele godzin później – bo niestety organizacja nawaliła leciała już bezwiednie pięćdziesiąt kilometrów na godzinę, czterdzieści metrów w dół. I jak już ją wciągnęli spowrotem, kiedy myślała, że ma to już za sobą przystąpiłam do diabolicznego planu B. Znacie takich szczerych ludzi, którzy twierdzą coś w stylu „nigdy w życiu tego nie powtórzę! Terror!”. Pe do takich nie należy. Pe to jest cwaniak, Pe ze stoicką miną stwierdzi: „Nah, normalka, za drugim razem bym nawet nie pisknęła”. No to proszę bardzo, postawili ją na skraju drugi raz, tym razem plecami w nicość. A my z Luną, z dołu zajadałyśmy popcorn. Pies tego nie ogarniał. Patrzył na Pe zawieszoną głową w dół jak zahipnotyzowany. Wrażenia Pe z pierwszej ręki: „eM, to było jak umieranie. To było gorsze od skoku ze spadochronem. Tej liny nie czuć w ogóle, jesteś bez sprzętu, w swoich ubraniach, lecisz strasznie długo. I widzisz jak te skały w rzece zbliżają się niepokojąco szybko. Całe życie przeleciało mi przed oczami. DWA RAZY!”. I pomyśleć, że to było jej marzenie. Dlaczego my to sobie robimy? Ostatnio przy okazji nurkowania tak nad tym rozmyślałam. Dlaczego po prostu się nie zrelaksujemy jak ludzie, tylko walimy adrenaliną do mózgu.

Żeby nie było za łatwo, Pe zrewanżowała mi się przejściem po moście linowym, w górach nad rzeką bez zabezpieczeń. Trzęsłam się jak galaretka. Ale doszłam. Cała polska wycieczka biła mi brawa. Niestety podziękowałam za drogę powrotną i udając, że wszystko gra i mnie w ogóle lodowata górska woda nie rusza, przemaszerowałam glanami po kolana przez rzekę. Jak mawiała moja ciotka: „Jesteś kobietą i wszystko co nie jest porodem jest łatwym spacerkiem w życiu” (dotyczy bólu zęba, łamania kości czy walnięcia młotem w głowę). Podziwiam starsze panie Azjatki, które z werwą dotarły na ten trudny szlak. Myślałam sobie „nie sapmy tak, nie róbmy wstydu, one są ze sto lat starsze od nas”. Ale wiadomo tofu light i kung-fu robi swoje.

Tak czy siak życzę mojej Pe kolejnego roku szczęścia, aż do następnych urodzin. Aha  i rozsądku. Bo nie ukrywam, że boję się o własne życie. Moje urodziny tuż tuż…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Jak zaskoczyć swoją dziewczynę i na tym nie ucierpieć, czyli wypadek na moście

  1. ~be pisze:

    … jesooo a ja takie chcę :) oczywiście chodzenie po linach, ze skokiem bym się zastanawiała. Adrenalina potrzebna by obudzić umysł.
    hm. moje też jeszcze chwila… byle by nas nie zamknęli za obrazy majestatu i spowodowanie niebezpieczeństwa a wszystko inne przeżyję :) Dywagacje, czy z kuchenki elektrycznej da się zrobić kominek na brykiet to spokojne pomysły.
    życzę wam obu i Lunie spokojnych ;) kolejnych dni .
    pozdrawiam.

    • M i P pisze:

      Haha, widzę be, że Ty szalona jesteś. Mam nadzieję, że nie zamkną bo jeszcze dużo do napisania zostało :) Pozdrawiamy cieplutko i byle przeżyć urodziny! :)

  2. ~sysia pisze:

    Swietny blog!

  3. ~Katherine pisze:

    Co te urodziny mają do siebie, że kumulują sie razem, nie wiem. Też za chwilę obchodzę swoje, na szczęście będą spokojne, jak przystało na „starego” człowieka (duszą).
    Podziwiam za odwagę Was dziewczyny i życzę dużo adrenaliny i przygód:)

  4. ~oLa pisze:

    wow, dziewczyny,
    zazdroszcze wam odwagi, ja bym sie bala , z moim lekiem wysokosci ;)
    pozdrawiam :)
    oLa

  5. ~Justforyou pisze:

    Wow! Wciągnęłas! Uśmiechalam się cały czas czytając Wasza historie :) moja połówka też jest twardym i pewnym siebie skorpiona takze dzisiaj ja lecę wylewa poty z niespodzianka dopóki jest w pracy :) pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>