Jak zgasić instynkt macierzyński w jednym kroku

Nie było nas tutaj chwilkę, ale to dlatego bo sporo się dzieje. Po pierwsze przyjechał mój brat z żoną, z dzieckiem i z jeszcze jednym dzieckiem. I od tych dzieci nasz świat wywrócił się do góry nogami. Wizja była taka fajna, że ciotki pokażą miasto, karuzele, place zabaw, morze, lasy, jeziora. Że będzie wspólne rysowanie, czytanie, zabawy. A wieczorami szybko ułożymy je spać i spędzimy czas wspólnie z moim bratem. Plan powiódł się do połowy. Nie wiem czy wiecie, ale czasy się zmieniły. Informuję oficjalnie, że rower jest głupi, deskorolka wcale nie fajniejsza. Po drzewach wspinać to się mogę ale tylko z bratową – dzieciaki popatrzą, a tak w ogóle to po co wychodzić, jak komputer jest w domu.

I tak pewnego wieczora wracam do domu po pracy. Z jednego komputera leci bajka, z drugiego metal, w tle świszczy gra na telefonie, dzieciaki się leją, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim dostrzegłam Pe z podkrążonymi oczami odliczającą do dziesięciu. To był dzień kiedy Pe opuścił instynkt macierzyński. Ze mną było podobnie. Jestem przeładowana hałasem i wciąż nie mogę wyjść z szoku, że ktoś się na takie coś pisze. Podziwiam. Tyle lat, bo na oko z osiemnaście bycia w pełnej gotowości, cierpliwości i aktywności. Jak nie problemy „siku, jeść, nie będę spać” poprzez „nudziii miii sięęę, nie chce mi się” na okresie buntu i głupich decyzjach kończąc. Dajcie nastolatkom takiego dzieciaka na tydzień pod opiekę, a znajdziecie najlepszy sposób na antykoncepcję.

I tak właśnie padło pytanie od nas „jak wy to wytrzymujecie?”. Odpowiedź była zaskakująca „Nie wytrzymujemy, ja jadę na proszkach” „a ja pracuję”. Przeszłyśmy do zapytania o plusy macierzyństwa „no wiesz, nie oddałabym ich za żadne skarby, ale są miłe chwile. Nieliczne ale są”.

Mogę tylko wnioskować, że jestem tą wredniejszą stroną związku. Podczas gdy dziecko numer 1 wisi Pe u szyi, drugie rozkłada się na kolanie, ja rozkminiam jak je tu wysłać do snu. I wszystko dyplomatycznie. Przekupstwo, umowa nie do zerwania i stanowczość. W dziesięć minut dzieciaki wyprane i ułożone w łóżkach. Rodzice w głębokim szoku.

Po tym wszystkim naszło nas na rozmowy o przyszłości. Bo jak nie można „wpaść” i wtedy układasz życie automatycznie to musisz planować. Tak się bałyśmy, że my się z życiem nie ogarniemy do mojej trzydziestki – magicznie ustanowionej granicy rodzenia, że obgryzałyśmy paznokcie nocami. A tutaj problem sam się rozwiązał. I to w kilka dni. Ale nie, nie, że nie chcemy mieć dzieci wcale. Nie jesteśmy aż takimi wyrodnymi egoistkami jak zdążyłyśmy już w żartach się obrzucić. Jeszcze wiele podróży, doświadczeń i przygód przed nami, zanim zdecydujemy się dopełnić tego kobiecego obowiązku ;).

Ale adopcja takich podrośniętych dzieciaków jest jakąś opcją dla nas. Po pierwsze i mają mniejszą szansę na dom, po drugie wtedy to dopiero można całą bandą ruszyć w świat. I nigdy nie zrozumiem zakazu adopcji dla par jednopłciowych w niektórych krajach. Że brak wzorców damsko-męskich? To lepiej nie mieć żadnych lub mieć patologiczne? Idąc tym tokiem myślenia powinniśmy odebrać dzieci samotnym matkom. To, że jestem kobietą nie powstrzymało mnie od nauczenia bratanka jak się poprawnie kopie piłkę, bo „koledzy się śmieją na boisku” czy zorganizowania survivalu w lesie. Dobry boże, a gdzie był wtedy jego ojciec?! Ano i średnio gra w piłkę i średnio odnajduje się w lesie. Za to nauczył go innych „niemęskich” rzeczy. Dlatego bawią mnie te hasła o wzorcach i rolach społecznych. Ale! Dzięki tym wzorcom mamy jakieś SZESNAŚCIE TYSIĘCY dzieciaków w domach dziecka w Polsce. Dane wzięłam pierwsze z brzegu, na rok 2013 – ale jakiegoś szału na adopcje nie było więc przyjmuje, że są mniej więcej aktualne. A zresztą czy byłoby to dziesięć tysięcy czy tylko tysiąc – i tak tych dzieciaków jest za dużo! I że jest ich tyle dzięki wzorcom, mam na myśli że mogłoby ich być mniej. Gdybyśmy tak się nie uczepiali tej normalności. A warto by było dla tego jednego uśmiechu (który nie jest liczbą) stworzyć jeden dom, ciepły z jakąś mamą-mamą, tatą-tatą, z własnym kątem, z własnym czymkolwiek, ale własnym, z jakąś babcią, może z chomikiem, może z psem. Być u siebie, mieć kogoś od problemów, od powiedzenia „wymyśl coś bo się nudzę” czy „nie lubię marfefki”. Kiedy ktoś mówi o zakazie adopcji dla homoseksualistów, ja słyszę o zakazie normalnego życia dla dzieciaków w domach dziecka. Taka prawda, co zrobisz.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia, Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

37 odpowiedzi na „Jak zgasić instynkt macierzyński w jednym kroku

  1. Mrówek pisze:

    Tu chyba nie do końca chodzi o wzorce… Raczej o takie rzeczy jak np. namawianie do zmiany orientacji albo szykanowanie ze strony innych. Bo zauważcie: jest wiele par hetero nienawidzących homo i homo nienawidzących hetero, głupi ludzie są w każdej grupie. A nie mogąc dorwać się do Was, dorwą się do Waszych dzieci, domu, auta, psa. Mi osobiście ciężko byłoby tłumaczyć całe życie dziecku, czemu inni śmieją się z naszej rodziny, że wcale nie jest gorsze, że ma wybór, zwłaszcza kiedy ja sam codziennie czuję się przytłoczony głupotą i atakami ze strony wszystkich – jaki mam być, co robić, co mówić. I chyba sam bałbym się, że moje dzieci, po latach życia w moim domu, mówiłyby w końcu: nienawidzimy ludzi, bo są źli, żałujemy tego jacy jesteśmy, bo nie pasujemy do złego świata, tak nas wychowałeś. Wzorcem powinna być osoba zaradna, śmiała i uprzejma, nieważne czy to kobieta czy mężczyzna, bo różnie w związkach bywa. Tyle, że Wasza rodzina nie zależy tylko od Was. Za bardzo zależy od innych i tego co o Was sądzą.

    • M i P pisze:

      Myślę, że w dużej mierze chodzi o te wzorce, mówię o tym co słyszę naokoło. O tym jak wszyscy sypią bezmyślnie, że krzywda się dziecku będzie działa bo dwóch tatusiów. A nikt nie zastanawia się nad tym dzieckiem, że mogłoby dostać szansę na dom. Prawo nie powinno chronić podwójnie – mam na myśli zakazywać czegoś pozytywnego (adopcja) żeby nie dopuścić do czegoś złego (szykany). To tak jakby zakazać jazdę na rowerze bo można wpaść pod samochód. Rodzina zależy od innych? Nie przesadzaj aż tak chyba. Może i teściowa się wpierdzieli tu i tam, ale bez przesady. Przecież nie żyjemy w szałasach obok siebie. Myślę sobie, że ten argument o szykanowaniu jest bardzo przesadzony. Moim zdaniem nie ludzie, a politycy i media krzyczą o tym najbardziej. Znam kilka par homo, które wychowują dzieci i nic im się nie dzieje. W szkole, na podwórku, poza domem, wszyscy już przywykli. Myślę, że zwykli ludzie są już wymęczeni tą walką o prawa. A ci „na górze” rzucają hasłami o wzorcach od czasu do czasu i to mnie irytuje.

      • ~Mrówek pisze:

        Widać mam inne doświadczenia. Na pewno nie chodzi o wzorce, bo każdy ma bardziej stereotypowo męski lub damski charakterek, i jednak społeczeństwo robi co chce pod tym względem. No, ale masz rację, że zakazuje się szansy, bo może coś nie wypalić. ”Normalni” ludzie robią sobie dzieci i nikt się nie zastanawia jakimi będą rodzicami, mają zagwarantowaną szansę. Kontroluje się ich dość nieudolnie, zabiera dzieci i tyle. Nadal cała rodzina żyje z zasiłku. Rozumiem, że warto walczyć o takie samo prawo – do szansy jaką mają przeciętni ludzie, bo to od rodziny zależy jak dziecko się wychowa. Tyle, że prawo i inni wpitalają się w Twoją rodzinę. Wyliczają ci metry kwadratowe, dochody, sprawdzają wyznanie, orientację. Zaglądają ci przez ramię, kontrolują. A potem i tak krzywo patrzą. I nawet jeśli (w Polsce) dadzą ci tą szansę, okupioną papierologią i przewracaniem Twojego życia pod wszystkimi kątami, to i tak zaczną szukanie problemów od tego kim jesteś. I to się będzie ciągnąć, póki ktoś mądry nie przemówi do wszelkich mas, że trzeba dawać możliwości i kontrolować patologię. Póki co kontrolują możliwości i dają patologię. Nie ten czas, nie ten system.

      • ~Mrówek pisze:

        I niestety żyjemy w szałasach obok siebie, bo mimo stacji kosmicznej na orbicie, mentalność niektórych nakazuje mi sięgnąć po maczugę w samoobronie. Nie spodziewaj się cudów dla homo, jeśli kuleje i krwawi cały system dla tych 90% hetero. Ludzie mają cały świat, mają wojny, głód, choroby. Mają sierocińce, mają więzienia. Mają też lody za 1500 zł za gałkę i kawę z ziarenek wydalonych przez nietoperza za dużo dużo więcej. A pomiędzy tym trzeba jakoś żyć i na swoim podwórku być tym kim się chce. Może u Ciebie znaleźli sposób na to, by ludzie żyli normalnie jako ludzie, a nie jako ”biali”, ”czarni”, ”katole”, ”lewacy”, ”normalni” i ”nienormalni”, ale tutaj… Tu nie ma siły przebicia. Nie ma wspólnoty. Nie ma ludzkości, są tylko grupki ANTY-cokolwiekjestterazmodne. Nie wiem tylko co z tego w dalszej perspektywie wyjdzie.

    • nie mnie oceniać czyjegoś życia
      ale wybacz bez względu na Twoje poglądy odnośnie wzorców i modelu rodziny jestem za modelem tradycyjnym.

      Czyli kobieta + mężczyzna
      i dopiero potem dzieci.

      A dlaczego?
      Warto choćby sięgnąć do historii dziejów

  2. ~Ula pisze:

    czytałam całkiem niedawno list dziecka adoptowanego przez parę homoseksualną. Mimo, że kocha obie „mamy”, nie czuło i do tej pory nie czuje się z tym dobrze. I jest przeciwko takiemu procederowi.

  3. ~Lena pisze:

    Zawsze uważałam, że w Polsce rodziłoby się więcej dzieci gdyby te które już są były fajne.

  4. ~mucha pisze:

    A dlaczego to koniecznie musi para adoptować ? Dlaczego na siłę chce się wmówić dziecku, że ma dwie mamy lub dwóch tatusiów co w biologii nie występuje ? Dlaczego to nie może być zwyczajnie adopcja przez jedną osobę w związku np. kobietę i dziecko mieszka z przybraną mamą i przyjaciółką mamy lub przybranym tatą i przyjacielem taty ? Dlaczego sami wymuszacie, że to biologia ma się dostosować do Waszego sposobu życia zamiast samemu dostosować się do biologii funkcjonującej od tysięcy lat ? Przecież naturalne jest iż dziecko jest wychowane przez stado (czasami same samice czasami same samce) ale nikt im nie robi paćki z mózgu iż ma dwóch tatusiów lub dwie mamusie.

  5. ~Martynika pisze:

    M i P, prawda jest taka że żyjemy na świecie pełnym hipokrytów. Po pierwsze dzieciom nie może dziać się krzywda – czyli pary jednopłciowe nie mogą adoptować bo skrzywdzą dziecko. Ale za to pary hetero krzywdzące dziecko to nic złego bo mieli prawo do dziecka. Ale nie daj Boże para homo by skrzywdziła dziecko – lincz ogólnopolski. Po drugie rodzina z mama-mama tata-tata jest dysfunkcyjna. No tak bo kur#a rodzina mama-tata jedno bądź oboje alkoholik, sadysta i psychol to jest mniej dysfunkcyjna? Geje i lesbijki są złe i potępiane przez ludzi nazwijmy ich świętojebliwymi, a mąż degenerat znęcający się nad całą rodziną chodzący co niedziele do kościoła (bo ludzie we wsi będą gadać) to już zły nie jest?
    A koniec końców właśnie te 90% hetero będzie szukać problemu w 10% homo, bo człowiek właśnie mierzy drugiego swoja miarą.
    I dlatego pary jednopłciowe niestety będą się zderzać z murem zrobionym przez ludzi którzy nie mają absolutnie za grosz wyobraźni.
    To mówię ja kobieta hetero. I wcale nie uważam się za osobę bardzo tolerancyjną. Sporo rzeczy mnie uwiera, nie rozumiem za grosz pociągu do osoby tej samej płci i chyba nawet nie chce zrozumieć.
    Ale staram się być realistką. Tak samo jak macie prawo wyborcze, tak samo macie prawo do tworzenia rodziny. A przede wszystkim macie prawo do szczęścia, bez względu na to czy ja to toleruję czy nie. Bo kwestia tej tolerancji to mój problem a nie wasz. :) I bez względu na to jaki związek tworzy człowiek homo- czy heteroseksualny nikt nie daje temu człowiekowi prawa do świadomego krzywdzenia partnera lub dziecka.

    • ~piotr pisze:

      poczytaj ile kobiet znęca się nad dziećmi i partnerami bo twoje uzasadnienie skądinąd słusznej tezy jest strasznie stereotypowe

    • ~irra pisze:

      Brawo!!! Myslę dokładnie tak samo, podobnie jak wiekszość moich znajomych. Dzieki za ten komentarz!

    • ~matka pisze:

      Odniosę się twojej wypowiedzi, która za punkt wyjścia wzięła prawa gejów i lesbijek. Nikt im nie odmawia praw do posiadania rodziny. Niech ją posiadają jeśli biologia im na to pozwoli.
      Jeśli zaś chodzi o adopcję to tutaj punktem wyjścia jest, i -mam nadzieję – że zawsze będzie dobro dziecka. Dzieci „do adopcji” to są dzieci po wielkich przejściach i dla ich dobra rodzice, którzy je adoptują powinni dawać możliwie największą gwarancję poczucia bezpieczeństwa i rozwoju. Czyli: kwalifikuje się do adopcji pary po kilku latach małżeństwa. Po co? Ano po to by po roku od adopcji się nie rozwiedli, stawiając dziecko w niekorzystnej sytuacji. Wymaga się od rodzin sprawnego funkcjonowania pod względem psychicznym, emocjonalny, finansowym, fizycznym.
      Proszę sobie teraz odpowiedzieć czy dwóch gejów daje gwarancję takiej stabilizacji. Jak długo trwają związki homoseksualne? Czy wybór homoseksualnej orientacji wynika z determinanty wrodzonej czy został wytworzony w człowieku pod wpływem doświadczeń w rodzinie pochodzenia. I najważniejsze pytanie: jak emocjonalnie funkcjonują dzieci, które mają homoseksualnego rodzica? Czy wpływa to pozytywnie czy negatywnie na ich rozwój?
      Odpowiedź powinna wynikać z rzetelnych badań naukowych a nie z naszego omylnego mniemania.

      • ~Torri pisze:

        A jakie znaczenie ma orientacja seksualna rodzica dla dziecka? Czy ty swoim dzieciom opowiadasz co robisz w łóżku?
        Dzieci potrzebują stabilizacji, bezpieczeństwa i miłości. Nie ma znaczenia płeć osób, od których to dostaną.

        A swoją drogą – znam dwie pary homoseksualne, które dzieci mają, w obu przypadkach są to dzieci z wcześniejszych heteroseksualnych związków. W jednym zdecydowanie widać poprawę funkcjonowania dzieci, bo wyraźnie wszyscy odetchnęli, jak ustały ciągłe awantury między nierozumiejącymi się nawzajem rodzicami. Kontakt z obojgiem rodziców jest i to dużo lepszy niż wcześniej.

  6. ~Janusz pisze:

    Podsumowując argumenty za adopcją dzieci przez pary homoseksualne:
    - bo patologiczne pary heteroseksualne mogą mieć dzieci
    - bo lepszy byle jaki dom niż żaden
    - bo znam kilka par i jest ok
    To nie są żadne argumenty. Jeśli tak patrzeć, to pozwalajmy każdemu adoptować dzieci. Łącznie ze zboczeńcami, alkoholikami i przestępcami. Bo przecież lepszy każdy dom niż żaden, a równie dobrze te dzieci mogły by się naturalnie urodzić u takich rodziców jak wyżej.
    To że dziecko chodzi najedzone, umyte i zadbane nie znaczy że jest szczęśliwe albo w pełni rozwinięte. Ja dorastałem bez matki i nigdy nie zamieniłbym jej nawet na 50 tatusiów. Więc możecie sobie tylko gadać, że po co ojciec, skoro nauczyłam moje dziecko kopać piłkę? Ojciec nie jest od tego żeby uczyć syna kopać piłkę, a matka od tego, żeby pokazać jak się zmywa naczynia. Takimi teoriami spłycacie całkowicie rolę rodziców, po czym można dojść do wniosku, że dziecku do szczęścia wcale nie potrzeba rodziców.
    Dzieciom dorastającym w patologicznych rodzinach należy współczuć i im pomagać, a nie brać na sztandar legalizacji adopcji przez pary homo.
    Pozdrawiam

    • ~matka pisze:

      dziękuję Ci za tę wypowiedź. Samotnie wychowuję dziecko i wyraźnie widzę jak istotne jest dla jego rozwoju by miało matkę i ojca. To jest coś do czego wszelkimi siłami powinniśmy dążyć. A nie gadać że dwóch ojców to lepiej niż ojciec alkoholik. Dwóch ojców i ojciec alkoholik to zło. Dobro dla dziecka to matka i ojciec.
      I nie zapominajmy że dzieci „do adopcji” to nie są jakieś zabawki. To są małe osoby po wielkich przejściach. One wymagają heroicznych rodziców a nie eksperymentów. Nie jest też tak jak sądzi większość ludzi, że te dzieciaki to są jakieś porzucone istotki których nikt nie chce. Obecnie jest bardzo dużo chętnych małżeństw, które chcą adoptować dziecko. Cały proces adopcji opiera się na czekaniu małżeństwa aż pojawi się dziecko „do adopcji”. Ludzie mylnie sądzą, że jak w domach dziecka jest mnóstwo maluchów, to znaczy że można wybrzydzać przy adopcji. Dzieciaki z domów dziecka na ogół nie mogą zostać adoptowane bo ich rodzicom nie odebrano praw rodzicielskich.

  7. ~monik pisze:

    Tak się składa, że pracuję w ośrodku adopcyjnym. Dzieci do 10 roku życia z uregulowaną sytuacją prawną znajdują pełne rodziny. Chyba że są chore, mają troje lub więcej rodzeństwa (rodzeństw stara się nie rozdzielać) lub mają poważne zaburzenia źle rokujące .
    Stereotyp o ilości dzieci w domach dziecka jest tak nieprawdziwy, że aż dziwne, że wciąż w opinii publicznej pojawia się, bo w większości nie są to dzieci do adopcji. Mają rodziców, którzy nie są pozbawieni praw rodzicielskich a jedynie ograniczeni w tych prawach.
    Tak więc spokojnie- dla dzieci „adopcyjnych” pełne rodziny są.
    Tyle gwoli ścisłości.
    Pozdrawiam

  8. ~Margo pisze:

    Nie mam nic przeciwko, żeby samotne dzieci znalazły kogokolwiek do kochania i do opieki. Każdy czlowiek w wieku dziecięcym zasługuje na „swojego” dorosłego. Bez sensu jest zastanawiać się czy taki i owaki rodzaj ludzi lepiej wychowuje czy gorzej.
    Sens związku z dzieckiem jest bardzo podobny do związku między dorosłymi. Dorośli nie wiedzą czy będą dobrze ze sobą funkcjonować w codzienności, dopóki ze sobą nie zamieszkają. Ten sam problem występuje przy adopcji starszego dziecka. Na początku jest zauroczenie i fascynacja. Jesteś pełna chęci i ambicji – ale jak wiadomo codzienność wygląda inaczej. ZAWSZE wystąpią problemy, nerwy, znużenie. I trzeba być naprawdę bardzo dojrzałym dorosłym żeby to przetrwać. Żeby pomóc, a nie zaszkodzić. W tym najbardziej pomaga miłość, ale ogromnym składnikiem miłości do dziecka są więzy krwi. W momencie kłótni, kryzysu, napięć powstrzymujesz się od negatywnych działań mówiąc sobie w duszy: „przecież to moje dziecko” (ile razy jako dorastająca kobieta nie zapyskowałaś do mamy albo taty myśląc: „tak nie wypada to moja mama”??? – to ta druga strona medalu). Dlatego zastanawiałabym się nad adopcją od tej drugiej strony. Czy dacie radę?

  9. ~Aluzka pisze:

    Wydaje mi się, że nasze społeczeństwo jeszcze nie jest gotowe na adopcję przez pary jednopłciowe. Niemniej też jestem zdania, że każde dziecko zasługuje na miłość i prawdziwy dom a nie dom dziecka. Nie chcecie dać prawa do adopcji to może chociaż rodzina zastępcza – co szkodzi spróbować? A te bzdury o tym, że para homoseksualna przekaże złe wzorce? Gdyby to tak działało to nie byłoby homoseksualistów, bo przecież jakieś 99,9% z nich wywodzi się z rodzin heteroseksualnych i powinni przejąć wzorce od rodziców. Rodziny, które decydują się na adopcję robią to świadomie, w przeciwieństwie do wielu par hetero, które „wpadły” lub wszystko im jedno czy będą mieć 8 czy 9 dzieci, skoro MOPS i tak im pomoże. Za to może za becikowe uda się kupić kilka dodatkowych flaszek. Jasne, że wolałabym, żeby każde dziecko miało mamę i tatę, piękny dom z ogródkiem, było zdrowe i śliczne, ale to utopia.

  10. ~emma pisze:

    Mnie wychowały dwie lesbijki. Będę im za to wdzięczna do końca życia. Rodzona matka , z która mieszkałam do 5 roku zycia była pijana tak często, że nie pamietała mojego imienia. Kończę studia w Londynie (drugi fakultet) , zwiedziłam świat i mam wspaniałego mężczyznę z którym planujemy slub. Wszystko co mam i kim dzisiaj jestem zawdzieczam moim matkom. Gdzie byłabym dzisiaj, gdybym wychowała się w Domu Dziecka?
    Zatem byłoby o wiele lepiej, gdyby polskie „moherostwo” nie wystepowało w obronie naszej- czyli dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne- bo nie macie pojęcia o czym mówicie!

  11. ~matka pisze:

    Żałosne to twoje pisanie jeśli musisz kasować komentarze, które wnoszą trochę prawdy do tematu. Może i jesteś lesbijką ale z całą pewnością wynika to z twoich doświadczeń z rodzicami. Po prostu boisz się facetów, wybierasz tchórzliwą opcję trwania przy boku kobiet. Ile najdłużej trwał twój związek? Rok, pół roku? Najgorsze jest to że pocieszając siebie skrzywdzisz jakieś dziecko.

    • ~M i P pisze:

      Witaj Matko. Nie kasuję komentarzy, a jedynie nie nadążam z dodawaniem ich – jestem na wakacjach i mam ograniczony dostęp do internetu. Spokojnie. A tak poza tym to wow, na prawdę ciekawa hipoteza dotycząca pochodzenia mojej orientacji. Na prawdę skąd sobie to wzięłaś? Miałam taką znajomą, też bardzo religijna i ona też lubiła różne bajki opowiadać, tyle tylko, że chorowała na schizofrenię. Może powinnaś się monitorować? A co do mojego związku to w rubryczce „o mnie” masz konkretnie napisane, że jestem w 5-letnim związku, a niedługo będę musiała i tak zaktualizować dane. Aha i mój poprzedni związek też trwał więcej niż rok. A poza tym młoda jestem i chyba mam prawo „próbować”, tak aby związać się z odpowiednią osobą (aczkolwiek ta aktualna to ta jedyna). Wiadomo, gdybym żyła zgodnie z naukami kościoła to pierwsza osoba, która się napatoczy powinna być aż po grób. Widzę, że bardzo ostro sypiesz komentarzami, może pospędzaj trochę czasu poza Internetem i zamiast srogich sądów na temat obcych Ci osób, po prostu zajmij się swoją idealnie zaplanowaną rodziną? Rozumiem dyskusja na temat np. adopcji przez pary jednopłciowe, ale plucie jadem personalnie jest już słabe. Aha i jeszcze jedno. Życie u boku kobiety jest tchórzliwym wyborem? Nie rozśmieszaj mnie. My lesbijki idziemy ostro pod prąd, na przekór społeczeństwu, kościołowi i ogólnie przyjętym normą. Często jesteśmy odrzucane przez rodziny, przyjaciół, otoczenie. Musimy latami się ukrywać na co dzień, jak i w życiu zawodowym. Wiele z nas emigruje do obcego kraju i latami żyje w strachu/stresie/poczuciu winy. I to jest tchórzliwe? Dla mnie tchórzem jest kobieta, która na przekór sobie wychodzi za mąż, rodzi dzieci i rezygnuje z siebie „bo bóg tak chce” – na szczęście to zjawisko zanika. Pozdrawiam.

      • ~Katherine pisze:

        Właśnie miałam pisać, że M i P na wakacjach i nie mają czasu bronić swoich racji, a tu taka ostra reakcja.
        „Życie u boku kobiety jest tchórzliwym wyborem? Nie rozśmieszaj mnie. My lesbijki idziemy ostro pod prąd, na przekór społeczeństwu, kościołowi i ogólnie przyjętym normą. Często jesteśmy odrzucane przez rodziny, przyjaciół, otoczenie. Musimy latami się ukrywać na co dzień, jak i w życiu zawodowym. Wiele z nas emigruje do obcego kraju i latami żyje w strachu/stresie/poczuciu winy. I to jest tchórzliwe? Dla mnie tchórzem jest kobieta, która na przekór sobie wychodzi za mąż [...]” Uwielbiam ten fragment komentarza. Mam ochotę krzyczeć z aprobatą:D:D:D

        • M i P pisze:

          Dzięki K za przypilnowanie naszego folwarku ;). Leżymy jak krowy na holidayu, a tu nagle mi telefon wariuje, wchodzę na bloga a tu 6000 wyświetleń. Onet jak poleci to po całości. Polecili naszego bloga i jak wyrwali zdanie z kontekstu to ino raz, a tu burza. I muszę się wziąć za siebie i napisać grubszą notkę edukacyjną bo jak czytam niektóre komentarze, to mnie szokuje poziom zacofania i oceniania.

  12. ~matka pisze:

    Możesz skasować moje komentarze, ale tego co jest w tobie nie skasujesz. Albo zobaczysz że problem tkwi w tobie albo będziesz szukać przyczyn na zewnątrz, raniąc przy tym niewinnych ludzi. W dodatku tych małych, bezbronnych, które potraktujesz jak pluszaki mające pocieszyć cię w nieszczęściu.
    Jezus powiedział: prawda was wyzwoli. To jedyna droga.

  13. ~Kortia pisze:

    Na wstepie przepraszam ze brak polskich znakow, ale moj laptop byl i jest bardzo oporny na zmiany systemowe.
    Po pierwsze jestem mloda kobieta, ktora ma narzeczonego planujemy miec slub dziecko, psa i wszystko co jest rozowe i sprawia radosc w zyciu. Nie chce by ktos odebral moj komentarz, ze ja jestem wyrocznia kto ma prawo do szczescia rodziny. Jednak wydaje mi sie, ze natura stworzyla nas tak, ze jasno wyznaczyla granice kto i jak moze miec dzieci. Wiec jest to pan i pani. Nie dwie panie i nie dwuch panow. Jesli zwiazki homoseksualne mogly by posiadac potomstwo pewnie matka natura by o to od poczatku zadbala! W przyrodzie wystepuja zwiazki miedzy osobnikami tej samej plci najwiekszy odsetek wsrod nietoperzy. Lecz ich srodowisko albo odrzuca wynaturzenie lub toleruje w bezpiecznym dla gatunka stopniu!! Dlaczego?? Bo taka para nietoperzy pani wprowadza zamet, i moze powodowac brak istnienia gatunku szerzac takie herezje. Czy my ludzie albo co poniektorzy z nas musza trafic w ekstermarlne zagrozenie zycia aby klepki sie poukladaly?? Czy ja bedac heteroseksualna biegam w paradach krzyczac „jestem hetero, rzadam tolerancji” bo czuje ze tak nie dlugo bedzie. A teraz podchodzac z bardziej ludzikej strony tej niby rozwinietej. Jesli poruwnujesz patologiczna rodzine heteroseksualna porownuj do patologicznych homoseksualistow. To tak jak zestawic szczesliwa poukladana rodzine gdzie jest mama i tata do pary ktora zmaga sie z alkoholem i adoptowala dziecko(bo natura wybrala ze tacy ludzie nie moga ich miec). Oba zestawienia czy porownania beda krzywdzace dla homo i hetero. W pracy spotkalam sie z wieloma osobami o preferencji do wlasnej plci. Mieszkam w Anglii a kraj ten w swej tolerancji az jest zatracony tak ze ciezko stwierdzic co jest nie stosowne a co objawem braku zrozumienia. Jednak ci ludzi jak i kobiety sa ze swoimi partnerami, bo maja wspolne pasje, wlasna plec ich podnieca, swietnie sie dogaduje i swiadomie wybierajac szczesliwe zycie razem wiedza ze dzieci miec nie beda i nie chca miec bo oboje maja matke i ojca z krwi i kosci i gdyby nie stosunek seksualny ich rodzicow na swiecie by nie bylo. Wybacz ale w glowach moich znajomych o odmiennej orientacji nie pojawia sie hipokryzja nie kryja sie z tym co czuja ale to co czuja do partnerow i to ze maja swiadomosc iz do konca zycia beda razem bez pociechy w domu, daje im kopa bo maja motywacje pokazac sie swiatu z tej fajniejszej realnej strony. Moglabym podac ich z nazwiska bo po tym co przeczytalam nie sa juz tylko serdecznymi przyjaciolmi ale sztandarem, ze sa ludzie, ktorzy potrafia wyposrodkowac swoje potrzeby od tego jak funkcjonuje swiat. N akoniec pragne dodac, ze Twoja jakze szlachetna chec adoptowania starszego dziecka, bo ma mniejsze szanse a z takim wygodniej jest zyc, gdyz jest odchowane potwierdza tylko ze nie powinnas miec dzieci. Komformistyczne i pelne egoizmu podejcie. Kazda matka czy ojciec, ktora kocha swoje dziecko i jak wczesniej slyszalam chce byc wzorcem bedzie wspominal z lazami lub nostalgia momenty pierwszy kroczkow slow itp. Dobrze ze jestes homo, bo przynajmniej swojego ograniczenia brak umiejetnosci rozumienia prostej rzeczy na swiecie (rozmnazanie) i wielu inncyh wyemancypanowanych poglodow i przekonan nikt nie odziedziczy

    • ~Katherine pisze:

      Piszesz, że nie jesteś wyrocznią a jednak oceniasz pod koniec tak, że jasna cholera.
      Również jak autorki bloga jestem w związku homoseksualnym, miałam wczesniej dwa długo trwające związki heteroseksualne (uściślając każdy po 3 lata) i mając 26 lat w ogóle nie myślę o dzieciach. Może nigdy ich mieć nie będę dlatego, że żyję z kobietą, ale jeśli kiedyś odezwie się we mnie instynkt macierzyński to chciałabym zajść w ciążę i być ze swoją partnerką i NASZYM dzieckiem. Zaadoptować też mogłabym, gdyby przepisy pozwalały i moherowe społeczeństwo.
      Także pozdro wszystkim nieTOLERANCYJNYM ludziom i szerszego spojrzenia na świat Wam życzę.

    • ~M i P pisze:

      No na prawdę, rzucasz tu przykładem nietoperzy? A co jeśli Ci powiem o samicach modliszek czy pająków, które pożerają samców po „wykonaniu roboty”? Takie przykłady można mnożyć i głupio się licytować! Nietoperze nietoperzami, ale jakbyś głębiej pogrzebała to jest wiele innych gatunków (jak już tak na odniesieniach do natury Ci zależy), które wykazują homoseksualne zachowania, i które odchowują porzucone z różnych powodów potomstwo.

      Druga sprawa, mówisz że mieszkasz w Anglii. No to cześć ja też. I właśnie jedną rzecz, muszę przyznać sama świetnie powiedziałaś! Już sama nie wiesz co jest niestosowne i że brak Ci zrozumienia! Jak jedziesz do innego kraju to nie przywoź ze sobą polaczkowych przyzwyczajeń, otwórz umysł i się dokształć, a nie opierasz swoje poglądy na nietoperzach (na prawdę mnie to mega rozbawiło). To tak jak ostatnio wytykani Muzułmanie, którzy przyjeżdżają w gości, a wciskają swoją religię komu popadnie. No i jeszcze wspomnę, że dużo rzeczy kiedyś było normalnych, to że czarny jest zły, czy kobiety bez praw. Świat idzie do przodu. Z adopcjami chciałam zauważyć, że te odrzucone dzieci mają szansę na inne życie, gdybyśmy schowali do kieszeni swoje uprzedzenia.

      I tak porównuje patologiczną parę hetero z normalną parą homo, żeby pokazać, że dając nam szansę zmniejszasz ilość „bezdomnych” dzieciaków. Bo penis i cipka nie powinny być wyznacznikiem tego, że ktoś powinien mieć dzieci! Dlaczego tak trudno Wam to zrozumieć, że to nie wszystko.

      I nic mi tu nie potwierdzaj czy powinnam czy nie mieć dzieci. Bo dla mnie tacy rodzice, którzy są w stanie zrobić sobie dziecko, bo „będzie miało oczka po tatusiu, nosek po mamusi – to nie to samo co wziąć obce dziecko” są mniej wartościowymi rodzicami. To jest dopiero ogrom miłości bezinteresownej „wziąć czyjeś dziecko”, schować do kieszeni „pierwsze kroczki i nostalgiczne wspomnienia”. Ile jest par hetero, które zdecydowały się wziąć dzieci niczyje i je odchować. No nie podziwiasz ich? Serdecznie gratuluje Ci Twojego cudownego okresu narzeczeństwa, życzę tego domu i psa i bycia przykładem „normy”, ale czy potrafisz spojrzeć poza to? Na to co mają inni i czego potrzebują dzieciaki? Zobacz na nas, jesteśmy normalnymi dziewczynami, wesołymi, kulturalnymi z ogromnymi pokładami pozytywnej energii. Co my byśmy temu dziecku zrobiły? I szkoda mi tych Twoich znajomych, któych tutaj tak przytaczasz, że tak ulegli temu co naokoło, a może nie ulegli tylko PO PROSTU NIE CHCĄ MIEĆ DZIECI?

  14. ~oooona pisze:

    Bardzo mądry wpis. Zakaz adopcji przez pary jednopłciowe to krzywdzenie dzieci, które mogłyby mieć swój dom. Ale zapytać tych co zabraniają to odpowiedzą, ze robią to dla dobra tychże dzieci. A tak naprawdę chodzi tylko o własne uprzedzenia, nietolerancje i nienawiść. Polacy w tym przodują. To naród ksenofobiczny, nietolerancyjny, zawistny. Dlaczego ok połowa polaków nienawidzi tego kraju, a tak naprawdę swoich rodaków? Bo w tym kraju życie to orka na ugorze. W tym kraju wszystko jest trudne. Nie tylko urzędnicy wyższego czy niższego szczebla walą nam kłody pod nogi. W tym kraju sąsiad sąsiada w łyżce wody by utopił. To kraj paniuś z pieskami, które co niedziela jadą na połyk do kościółka, a po kościółku wyprowadzają pieska na sranie pod czyjeś okno. Od poniedziałku trzepią dywaniki po piesku z balkonu na piętrze podczas gdy sąsiad na dole suszy niemowlęce ubranka. To kraj, gdzie kobiety uważają, że ciąża zwalnia je z podstawowej kultury i usprawiedliwia złośliwość i chamstwo. Kraj zaciekłych staruchów, którzy zawsze się wepchną bez kolejki bo im się spieszy – do czego? Kraj lekarzy mających w du..pie pacjentów, prawników biorących pieniądze za nic – bo im się należy. Policji, która musi zarobić na ludziach, opieszałych i niedouczonych sędziach. Beznadziejnej tv z misją włażenia klerowi w du..ę bez masła. Kraj niedouczonych nauczycieli, którzy wychowują pijaków i przestępców. Nie mówię, ze tacy są wszyscy ale wystarczająco dużo, aby życie uczynić innym znojnym i ciężkim. Pracując z polakami i mieszkając obok polaków takie właśnie zjawiska zaobserwowałam. Chcę dodać, że również jestem polką czego się wstydzę.

  15. ~Breloczek pisze:

    Zgadzam się z adopcją. Jeżeli jest dziecko, które nie jet nikomu winne, że zostało porzucone, czy odebrane. To dlaczego nie może mieć możliwości życia w rodzinie, która da mu szczęście? Co za różnica czy są to dwie kobiety, czy nie?
    Jesteśmy ludźmi jedni nadają się do opieki nad małymi ludzikami, inni nie. Orientacja nie jet w tym wypadku ważna.

    Szkoda, że zamiast doznawać miłości w rodzinach homoseksualnych wiele dzieci dorasta w bidulach bez możliwości rozwoju i szczęścia.

    Co do macierzyństwa. To ja chcę dużo i od razu ;)
    Pozdrawiam

  16. ~Breloczek pisze:

    Przeczytałam komentarze i to był błąd.

    Ludzie co raz częściej pozwalają aby system, czy kościół myślał za nich.

    Polska powinna rozdawać renty dla ludzi ograniczonych umysłowo.

  17. ~ReproductiveRights pisze:

    Dziecko urodzone przez siebie, a adoptowane to biologicznie nie to samo.Udowodniono że płód hormonalnie zmienia obszary mózgu kobiety odpowiedzialne za nawiązywanie więzi , także ssanie piersi wyzwala oksytocynę odpowiedzialną za więź. Ciąża naturalna daje jeszcze inne ważne korzyści. Potrafi leczyć z niektórych chorób (serio) , komórki macierzyste płodów potrafią regenerować organy matki (serio!).Średnia długość życia kobiet bezdzietnych jest krótsza. Naturalne karmienie piersią (minimum pół roku) zmniejsza ryzyko raka piersi ,dodatkowo zwiększa poziom oksytocyny odpowiedzialną za uczucie przywiązania.Zwiększa odporność dziecka ,zmniejsza ryzyko późniejszych wad zgryzu dziecka … . Także jeśli lesbijka jest płodna zachęcam żeby sama urodziła i nawiązała więź :-) Jednak w drugą stronę urodzenie czwartego dziecka i wyżej może skutkować tzw. stresem oksydacyjnym dla matki i zwiększonym ryzykiem pewnych chorób po menopauzie.

    Pozatym chciałem sprostować parę bzdur w komentarzach.

    -żadna para homo nie będzie nalegała na dziecko, żeby zostało homo, orientacji nie mozna wybrać!

    - tu macie profesjonalny opis różnic w budowie mózgów homo i hetero, przecież budowy mózgu nie można sobie wybrać. To rozgrywa się jeszcze w życiu płodowym , no może okres laktacji ma jeszcze jakieś znaczenie. Przykładowo u pszczół nie decyduje o tym genetyka a epigenetyka i czynnik środowiskowy jakim tu jest pokarm mleczko pszczele. Jeśli larwa do 3 dnia życia będzie karmiona mleczkiem to rozwinie się w królową po 3 dniu nic z tego , rozwój organów larwy zaszedł za daleko i nie da się tego odwrócić. Podobnie u płodów ,po urodzeniu już ośrodki seksualne mózgu są zaprojektowane i nie da się tego cofnąć.To nie wybór.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Neuroscience_and_sexual_orientation

    -Większość homo zostało wychowanych przez matkę i ojca i wielu miało z nimi dobry kontakt ,zatem jak to możliwe że zostali homo? W Bostonie inseminacja lesbijek jest już legalna od ponad 20 lat i ludzie widzą np. w szkołach że dzieci z takich rodzin są normalne, a także w takim samym odsetku heteroseksualne jak reszta dzieci.

    -Jak dla mnie największym zagrożeniem dla dzieci homo to właśnie niedouczona grupa katolików i innych radykalnych wyznawców.

    -Obecnie w tych krajach lesbijka oraz samotna kobieta może mieć refundowaną inseminacje i zapłodnienie pozaustrojowe np. z banku spermy. Szwecja,Finlandia,Dania,Islandia,Anglia+Szkocja,Irlandia,Portugalia,Hiszpania,Luksemburg,Belgia,Holandia.

    -Co do stabilności związków to wg holenderskich statystyk związki gejów są o 3% stabilniejsze niż hetero. Pozatym w Belgii i Czechach wskaźnik rozwodów hetero sięga 70% i to ma być stabilność par hetero???

    -zbadano monogamie i poligamie na zwierzętach i to zależy m. in. od receptorów dla wazopresyny AVPR1A w pewnym obszarze mózgu. Gdy blokowano lekami ten receptor to pary monogamicznych norników się rozchodziło. Istnieje jeszcze coś takiego jak polimorfizmy receptorów, ale żeby to lepiej zrozumieć musielibyście mieć podstawy biologii molekularnej i neuropsychiatrii. Dodatkowym elementem decydującym o monogami są receptory D2,D3,D4 i ich polimorfizmy (zwłaszcza gen „zdrady” DRD4). 50% populacji jest skłonna do poligamii i to nie zależy od orientacji. Związki gejów ,lesbijek potrafią być równie stabilne jak hetero.

    Co do parad to na codzień przecież do pracy nikt tak nie chodzi ubrany, tu chodzi o zabawe ,niech się dzieje… . Równie dobrze można powidzieć że na paradzie w Rio de Janerio są sami hetero-dewianci bo roznagliżowani i ubrani półnago. To że media pokazały garstkę ludzi na paradzie wcale nie oznacza że wszyscy obywatele Brazyli chodzą półnago itp. podobnie jest na paradach homo.Ktoś kto mniejszości seksualne kojarzy z paradami to jak dla mnie jest podatny na manipulacje medialną, a realnie nie zna gejów i lesbijek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>