Sesja zdjęciowa w prosektorium

Ostatnio troszkę się mijamy. Pe w pracy, ja w domu i na odwrót. Ale dajemy radę. Założyłam glany i spodnie w moro, zgarnęłam psa i ruszyłyśmy do lasu. Żaden deszcz nam nie straszny! Heh, deszcz – to była masywna ulewa. Bootcamp time. Czułam się jak Rocky Balboa kiedy w pocie czoła pokonywałam kolejne metry. Muszę wyznać, że przynależę do sekty Chodakowskiej. Wyprała mi mózg, ale tak na plus. Już nie zasapuje się na śmierć. Pojogowałam jeszcze przy drzewku i nagle spostrzegłam, że Luna mi nawiała. Pożałowałam, że nie nauczyłam się od Pe tajnej sztuki gwizdania palcami. No ale nic, ruszyłam obłocona przed siebie. Niestety nie dość, że zgubiłam psa, to jeszcze samą siebie. Telefon – 5% baterii, przemoczone buty i wycieńczenie organizmu po treningu. Kręciłam się w kółko od półtorej godziny. Usiadłam podłamana na pniu i spojrzałam w lewo. Drewniany szałas. Serio? Czy to jakaś sugestia? W końcu dzwoni Pe z pytaniem czy obiad gotowy. No tak jakby, przecież zakupy już się robią – w końcu wyszłam z domu i jestem w drodze do sklepu. A, że utknęłam w lesie to już nie moja wina. Dobra. Teraz już na poważnie musiałam się skupić. Wyczytać z mchu na kamieniu drogę powrotną. W głębi duszy zaczęłam obliczać ile przeżyję na świeżych liściach i deszczówce. Miałam też psie chrupki. Jak tylko o tym pomyślałam, stwierdziłam, że trzeba zachować spokój i nie panikować. Strzeliłam też focha na psa – no bo jak śmiała mnie tak zostawić?! Zaczęłam podążać za łapkami odbitymi w błocie. W końcu się ukazała, zasapana, uśmiechnięta od ucha do ucha jakby nigdy nic – wróciłam człowieku, głaszcz mnie i daj chrupka! No jak chce chrupka to niech chociaż odnajdzie drogę powrotną, zaczęłam machać jej kluczykami przed mordką. Chyba nie załapała.

Telefon znowu zadzwonił. Pe się niecierpliwi. Musiałam się przyznać, że na obiad będzie kolacja. Przy okazji tak się wczułam w opis mojego dramatycznego położenia, że baterii pozostało 1%. Na szczęście po kolejnej godzinie wszystko dobrze się skończyło. Jednak poczułam ten zew i zachciało mi się survivalu. Pe wyskoczyła od razu z takim pomysłem, że po co same w lesie – dodajmy temu troszkę dreszczyku. Survival z zombiakami. Czyli wrzucają nas gdzieś w środku ciemnego lasu z niczym. Aktorzy (makabrycznie ucharakteryzowani) latają i wrzeszczą na wszystkie strony, hmm świetnie.

A skoro mowa o zombiakach. Pe dostała zlecenie na zdjęcia w szpitalu. Do tego momentu aż jej pozazdrościłam. Konferencja lekarska, ciekawe sprawy, medycyna od kuchni. Jednak druga część nie była tak przyjemna (acz zależy jak dla kogo). Zjechali prosto po lunchu do prosektorium. Najpierw pomylili pokoje, a tam rzędy lodówek. W kolejnym wcale nie lepiej. Pięć stołów, ciała okryte płótnem. No i przystąpili do czynności rozkrajania, zaglądania pod skórę, szycia i memłania. Młotki i piły poszły w ruch. Pe fotografowała pod każdym kątem, z bliska. W pewnym momencie do Pe podeszła pielęgniarka (nie, nie zemdlała). Zapytała który raz już to robi. Pe ogłosiła, że pierwszy. Zaskoczenie pielęgniarki było ogromne. I aż sama nie wiem czy mam się bać własnej partnerki czy nawet czuć się bezpieczniej, że w razie sytuacji ekstremalnej, ta zachowa zimną krew. Noc przed sekcją naoglądała się najmakabryczniejszych filmów po tej ciemniejszej stronie Internetu, do tego stopnia, że stwierdziła, że już mało co ją rusza. Byłam przekonana, że dostanie depresji, załamania nerwowego, że będzie miała koszmary, a nawet zadzwonią do mnie po odbiór sparaliżowanej Pe. Jednak nic z tych rzeczy. Wróciła do domu, tak jak nakazałam wrzuciła wszystko do prania, wskoczyła pod wrzący prysznic i nie zbliżała się do mnie przez kilka kolejnych dni (mam fobię zarazkowo-zapachową). A no i zjadła obiad, jak gdyby nigdy nic.

Serio, dosyć mam wrażeń jak na ostatni tydzień. Na szczęście zbliżają się urodziny naszej znajomej, więc niebawem troszkę się zrelaksujemy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Sesja zdjęciowa w prosektorium

  1. ~xiao-he pisze:

    Aż chciałabym mieć w swoim życiu taki tydzień z dreszczykiem emocji! Pisz kochana częściej, wszyscy czekają na nowe wpisy :)
    pozdrowionka :*

  2. ~Anitt pisze:

    O matko! Pe jest niesamowita!
    Ja też jestem w sekcie Chodakowskiej i czuje się świetnie!
    Pozdrawiam :)

  3. ~truskawa pisze:

    Boże ja bym się bala robić zdjęcia w takim miejscu! Uwielbiam czytać twojego bloga! Świetnie piszesz!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>