Uwolnić robokopa!

Jak już pewnie wszyscy się spodziewali, nie rozstałyśmy się z hukiem, BO musimy złożyć DWUMIESIĘCZNY okres wypowiedzenia umowy na dom się kochamy. Stoczyłyśmy batalię emocjonalną i kiedy już trudno było patrzeć sobie w oczy, zaczęłyśmy informować się na bieżąco słowem pisanym. Jeszcze nigdy nie uaktywniłam w sobie tak szybkich ruchów dłoni – co może wydawać się dziwne, jakby się w to wgłębić. Różnymi sposobami, ale w końcu doszłyśmy do względnego porozumienia. Wniosek pierwszy.

Symbioza związku lesbijskiego.

Legendy o tej klątwie słychać od zachodu po wschód świata. Kiedy już przeszłyśmy okres wzajemnej adoracji, imponowania drugiej, jak i ekspresję własnego ja; przyszedł czas na zespalanie się dwojga w jedność. Czyli historie w stylu „my lubimy, my nie lubimy, my chcemy, my nie chcemy”. A „co JA…” odeszło tak daleko, że zbyt leniwie się legło w komforcie, żeby wrócić. I jeszcze entuzjastycznie przebić się przez mur MY? Ciężka sprawa, gdy małe JA Pe wali kilofem z jednej strony – i to tak niby wali, ale tylko drapie, nie do końca chce przebić te cegły, a drugie JA eM próbuje ten mur obejść podstępnie bokiem. I niby idzie, ale stopy już nie pamiętają jak się chodzi w pojedynkę. Uczymy się wrócić do siebie (i to do siebie siebie, nie do siebie jako do nas siebie). I to tak bardzo podstawowo, że ogłaszam wszem i wobec, że „Idę poczytać bo LUBIĘ JA, i idę SAMA bo wystarczą mi moje oczy, a nie cztery mi potrzebne!”. Albo Pe stwierdza, że ona dziś „słucha TEGO bo właśnie sobie przypomniała, że ona LUBI, a nie TAMTO co lubimy RAZEM”.

Kompromis?

W każdym, pierwszym lepszym (czy gorszym) poradniku związkowym, można przeczytać: ZWIĄZEK POLEGA NA KOMPROMISACH! Otóż nigdy więcej! To co powinno się zgadzać, zgadza się. Nasze aspiracje, pomysły i plany życiowe – nic się nie rozmija bo takie cholerne szczęście mamy ze sobą. A to co każda potrzebuje OSOBNO i chce niech się dzieje, na własną rękę. Odwalmy się od swoich innych potrzeb, tak jak poczucia estetyki! Mogę mieć swoją własną, dopóki nie jest to PRLowska kafelka albo stanik w słoniki. Być może przerobimy ten temat ponownie, przy wyborze koloru ścian czy imienia dla dziecka. Nie wiemy jeszcze czy te reguły sprawdzają się w życiu, będziemy szukać nowych w razie awarii.

Siostrzana nadopiekuńczość nad powolnie gotującym się jajkiem.

Czyli wyrzekam się siebie, zaciskam szczęki i nie pozwolę SOBIE ciebie urazić. Oj tam, dwudniowe skarpety pod łóżkiem? Przysłowiowa zupa była za słona? A herbata znowu się rozlała na nową poduszkę? Wyrażamy siebie i czujemy co czujemy! Nie tylko miłość, oddanie i uwielbienie! Otworzyć wrota nerwicy, wkurzeniu i skokom ciśnienia! Nie jesteśmy cholernymi robokopami! Bierzmy przykład z Edysi, z jej cudownej interpretacji emocji!

Zwłaszcza kiedy poruszamy tematy takie jak te. Stąd wynalazłyśmy słowo pisane. Pe rzuca słowo, za chwile egzaminuje wszystkie moje grymasy, skurcze twarzy i odmierza prędkość ruchu gałek ocznych. „Czy to już pęknięte serce czy tylko mnie słucha?”. W tym samym momencie serce mi przyspiesza bo akurat pająk wspina się CIENKIMI NOGAMI (co jest bardziej odrażające niż grube kudłate odmiany) po regale i chowa się za książki. Oficjalnie nie wspomnę o tym bo poruszamy POWAŻNE TEMATY, a Pe i tak już wystarczająco mocno skoncentrowała się na jednym temacie. Pe pieczołowicie zmienia wersje zdarzeń i nieświadoma moich lęków odwraca kota ogonem. Na to ja już nie mam pojęcia co ta kobieta sobie myśli. Czy pierwsze czy to drugie.

APEL DO Pe

Nie jestem jajkiem. Jestem kobietą! Nie wahającą się użyć teraz pokrętła głośności przy piosence Edyty Górniak. Mogę wziąć na klatę wiele. Twoje smutki, Twoje wątpliwości, Twoje zamknięcie i milczenie. Nie musisz biegać wokół mnie (tak słodko) i dbać o moje poczucie komfortu. Płaczę podczas różnych momentów. Na X-manach, w teatrze z muzyką na żywo, jak wygrywam aukcje na ebayu, która nie miała prawa się wydarzyć, albo jak kroję cebule. Nic mi nie będzie, kiedy dasz mi karniaka czy żółtą kartkę – wyraź siebie i powiedz, że nie lubisz mnie, mojego zachowania, tego że zeżarłam cały skład czekolady w domu. Bo i tak wiem, że kochasz.

Apel do eM

Ogarnij się babo.

Jestem zszokowana tempem rozwoju sytuacji. Jutro odreagowujemy w salonie tatuażu. Cóż za impulsywna i nieodpowiedzialna decyzja, chciałoby się rzec. Ale każda okazja jest dobra, na dokonanie tego co odkładane od lat. I nie, nie dziaramy sobie swoich imion.

Dzięki wszystkim za wsparcie, miłe słowa i podtrzymujące maile. Po ostatniej notce dotarło do mnie, że mam nie tylko tego bloga, ale i cudownych ludzi stojących za nim. Dzięki!

Ad. Apel do Pe

Też sobie załóż bloga, poznasz fajnych ludzi i poobgadujesz swoją dziewczynę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Uwolnić robokopa!

  1. ~Katherine pisze:

    :D
    Super piszesz o tych wszystkich wnioskach do których doszłaś.
    W końcu do mnie dotarło, że ja też denerwuje się na swoją dziewczynę kiedy tak się obchodzi ze mną jak z jajkiem, hmm:) muszę to jeszcze przemyśleć.
    Fantastyczny blog, oby tak dalej (też bym chciała ale nie umiem pisać)
    :D pozdrowionka

    • M i P pisze:

      Oj trafiła kosa na kamień! Teraz Ci się dostanie. Wiesz, że pisanie to jedna z tych rzeczy, z którymi się nie rodzimy, a które można rozwijać? No to do roboty!

  2. ~Pysia pisze:

    Czytam i czytam i nie rozumiem.
    Nie rozstałyście się ani z hukiem, ani bez, prawda? Jesteście nadal razem, bo jeśli nie to skopie Wam tyłki.
    pozdrawiam

  3. ~Carrie pisze:

    I to się nazywa prawdziwy związek! Jak w pogodzie, są i burze, deszcz, i słońce, gorąco :) Jesteśmy w tym genialne i mega rozbawiające, nawet jeśli się ze sobą „żrecie” :D

  4. ~motyle pisze:

    Nic na siłę wszystko młotkiem…. :D Nigdy nic nie jest idealne… idealność to utopia… i choćbyśmy nie wiem jak w nią chciały wierzyć- jej nie ma… ot co najwyżej może zbliżyć się coś do ideału… prawie… jak w reklamie Żywca- prawie- ale robi różnicę…

    Aby było białe- musi być czarne-, aby był poznany spokój musi być burza… Wszystko ma dwie strony…
    Wszystko jest trudne nim stanie się proste… Związek (bynajmniej ja tak uważam) to osobne szczęśliwe wyspy- nie ta jedna wspólna. Bo jesli jest tylko jedna- to szybko wkradnie się rutyna, znudzenie, brak ciekawości, inspiracji i wszystkich tych rzeczy, uczuć, doznań, emocji co nas napędzają… i tworzą świat wokół piękniejszy, a tym naszym połówkom dodają uroku, miłości w oczach i skrzydeł u ramion…

    Jeśli każda będzie spełniona, radosna osobno- to to dzielenie się razem wytworzy piękne MY.. nie można się oplatać, czekać co druga zrobi i powie… nie oczekiwać…a przyjmować… nawet z wadami… bo przecież się kochamy- jak świry przysłowiowe… W każdym związku, nie tylko les, czy tylko hetero- muszą być dwie osobowości, te dwie osobowości każda z osobna- spełnia się, rozwija, chłonie, uczy, wypełnia….tworzy… a potem dzieli się….fascynuje, czaruje… i tak się rodzi MY…. trwałe i mocne, czasami burzowe, nielubiane… ale to normalne, jesteśmy przecież ludźmi… grunt to „chcieć”, ” przegadać”, „starać się” … a jeśli to jest tak jak w Waszym przypadku podparte piękną miłością… to się uda… i kryzys pójdzie precz… i tylko Was umocni… Ja trzymam kciuki… piękne rzeczy nie zdarzają się tak często… to los na loterii… ” Miłość w sercu, jakże ją łatwo spłoszyć lub zatruć, weź tę miłość w dłonie, jak światło osłoń od wiatru” Wybaczcie mi nudziarstwo i zbyt długie pisanie…ale ja tak mam..
    Pozdrawiam obie…serdecznie i uśmiechnięcie.. :D :D :D

    • M i P pisze:

      Dziękujemy za przepiękny komentarz! Wszystko się zgadza, tylko trudniej to wprowadzić w życie :). Aczkolwiek wczoraj usłyszałam od wtulonej Pe „dobrze, że się nie rozstałyśmy”. I mi od razu lepiej na sercu. Pozdrawiamy.

  5. ~motyle pisze:

    Wszystko jest trudne nim stanie się proste… To praca na ugorze… ale jak cieszą później zbierane plony :D
    Kryzysy są i będą bo to naturalne… Na którymś z demotywatorów obrazek… Para staruszków trzymająca się za ręce… Pytanie… Jaki jest sposób na powiedzmy 50letni związek?… Odpowiedź… Bo my..wyrastaliśmy w czasach..kiedy zepsute rzeczy się naprawiało… a nie wymieniało na nowe…. I wszystko na temat…. :D

    Pozdrawiam i uśmiecham się :)

  6. sweetmilagro pisze:

    I tak powinno być! Życzę miłości, miłości i jeszcze raz miłości ;>.

  7. ~filip pisze:

    Fajnie piszecie. Widać pozytywną dynamikę :)
    Są noce i dnie. Złote wieki i wieki ciemne. Jeżeli człowiek się z nich podnosi, to przezwycięża słabość. Dostaje siły. Związek jest silniejszy.
    Kibicuję Wam, będę czytał :)

  8. Nie ma związków idealnych, każdy ma trudniejsze chwile i kryzysy. Ale Wam udało się znaleźć receptę na kryzys a dzięki temu Wasz związek będzie jeszcze silniejszy. Kurczę, widać, że jesteście świetną parą i pozostaje tylko życzyć Wam jeszcze więcej miłości :)
    Pozdrawiam :)

  9. ~oLa pisze:

    Hej dziewczyny, w kazdym zwiazku zawsze sa klotnie, ale najwazniejsze to rozmawiac I cos z tym zrobic
    powodzenia I trzymam kciuki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>