Wegetarinizm fetyszem kulinarnym

Po miesiącu, zakończyłyśmy nasze wegetariańskie zmagania. Po wszystkim, usiadłyśmy w knajpce i zapatrzyłyśmy się w mięsny talerz. Nie był to dzień wyczekiwany, nie odhaczałyśmy dni w kalendarzu. Siedziałyśmy tak w bezruchu, przepełnione dziwnymi uczuciami. Pe może bardziej, ja trochę mniej. Rozmawiałyśmy o tym, co by było, gdyby na świecie zabrakło mięsa. Dla nas nie byłaby to żadna tragedia. Wiemy, że to żadne wyrzeczenie, bo nadal można smacznie gotować, jeść wartościowo (choć żelazo spadło mi do minimum) i dobrze się przy tym czuć. Jednak dla mnie to coś nie do przeskoczenia kiedy ono nadal istnieje. Mam za sobą pięć lat gotowania w restauracjach, jeszcze dłuży czas zmagań kulinarnych w domu. To moje życie, pasja, którą nie potrafię przekreślić odrzucając tak wiele cudownych produktów. Dla Pe wybór jest prostszy, ona nie cierpi gotowania, jedzenia mięsa nie znosiła od dziecka – dopiero ja  ją do tego przekonałam smakołykami. Siedziałyśmy tam razem jeszcze długo. Miałam przed sobą wizję gotowania dwóch wersji śniadań, obiadów i kolacji każdego dnia. Na dwóch różnych zestawach patelni i garnków. Nigdy w życiu nie wyobrażałam sobie bycia z wegetarianką. Zawsze była to dla mnie wada nie do przeskoczenia. Zawsze mówiłam o tym otwarcie i był to dla mnie największy koszmar tego wyzwania – fakt, że moja kobieta zostanie wegetarianką na stałe. W tym momencie wydukałam, że będę ją kochać mimo wszystko, że może sobie być kim chce. Zdaję sobie sprawę, jak śmiesznie to musi brzmieć – jakby moja kobieta postanowiła dołączyć do armii i jechać na misję, jakby postanowiła lecieć w kosmos albo co najmniej chciałaby zostać zakonnicą. Dla mnie to coś więcej bo gotowanie, zwłaszcza dla kogoś to druga połowa mojego serca.

Na dzień dzisiejszy Pe wróciła do starych „nawyków”. Konsumuje wszystko co podsunę jej pod nos, choć dostrzegam jej dylematy moralne i walkę wewnątrz niej. Z jednej strony widzę jej niechęć do myśli, że jakieś zwierzątko musiało oddać życie, żeby znaleźć się na talerzu (i jak to beznadziejnie brzmi, na co dzień nie myślimy o tym, nie szanujemy tego, często nawet wyrzucamy do kosza resztki – bo bywamy zbyt pełni, bo kupimy za dużo, bo ugotujemy za dużo). A z drugiej strony widzę jej chęć do podziwiania tego co robię, próbowania nowego, smakowania. Po tym miesiącu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że robię coś złego i że bardzo to kocham.

Całe wyzwanie miało też oczywiście swoje pozytywne strony. Poszerzyłam swoją gamę produktów, z których wcześniej nie gotowałam (paradoksalnie odrzucając połowę dotychczas używanych). Jeśli ktoś jest zwarty i gotowy bardziej niż ja, to polecam szczerze. Człowiek nabiera większej świadomości, zwraca większą uwagę na to co je, bilansuje swoje posiłki. Nabiera energii i witalności.

Na pewno nie mogłabym zrobić tego w Polsce. Nie byłoby mnie po prostu stać na pełną gamę produktów, które byłyby w równym stopniu smaczne, różnorodne i ciekawe. Nie mogłabym też tego dokonać w otoczeniu rodziny. Która ani nie okazałaby zrozumienia ani wsparcia – to nie jest zarzut, rozumiem to. Nawiązując do tego, przypomina mi się moja pierwsza próba przeprowadzona w wieku trzynastu lat, zakończona fiaskiem po kilku tygodniach. Nie chodzi o jedzenie kanapek z pomidorem czy ziemniaka z surówką obiadową. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć, postarać się i… mieć własne pieniądze lub postępową mamę w kwestii żywienia. W najgorszym wypadku można nawet połamać sobie kości albo przerzedzić włosy.

Dla zainteresowanych link pomocny: http://www.zostanwege.pl/zostan-wege-na-30-dni/ (co prawda jest to weganizm czyli wyższa szkoła jazdy, ale bardzo pomocne i inspiracyjne)

Gotowałam od najmłodszych lat, zaczęło się od obowiązku. Miałam trzech starszych braci i pracującą mamę. Zamiast wyklejać wycinki z gazet z Britney Spears, do segregatora wklejałam przepisy z codziennych gazet. W totalnym sekrecie przed rówieśnikami. Z biegiem lat, przygaszona standardowym gustem domowników i niedostępnością ciekawych produktów zamknęłam się na inne drogi kulinarne. Każde odstępstwo od normy było traktowane jako „niezjadliwe”, zaczęłam tworzyć jedynie w głowie. Szkoła dla kucharzy okazała się inspirująca przy okazji dyskusji z innymi młodymi ludźmi, a całkowicie odpychająca w zetknięciu z podstarzałymi na umyśle nauczycielkami i materiałami. Praca w Polskich restauracjach wyrobiła we mnie umiejętność oszukiwania klienta i polowania na przeceny plus dekorowanie cytrynkami i wycinanie różyczek z marchewek. Kiedy wszyscy moi znajomi zaczęli studiować psychologie, finanse czy inne nauki wyższe – ja widziałam siebie jako starą rozczochraną kucharkę na stołówce szkolnej po trzydziestu latach powielania i ubiedniania dań polskich. Cała sprawa nabrała rozpędu po wyjeździe z kraju. Gdzie pierwszy raz tasakiem podzieliłam ruszającego się kraba, tworzyłam „do zamówienia” albo modliłam się nad ostatnim sufletem serwisu, krzycząc jednocześnie w anginowym bólu gardła „yes chef!”.

Dlatego cieszę się, że jedzenie w Polsce nabiera klasy, że cała sprawa zaczyna być „modna”. Dziękuję za wszystkie programy kulinarne, a zwłaszcza piekielną kuchnie, której stacja całkowicie zaskoczyła mnie poziomem i ukazaniem prawdy tego zawodu. Nie spodziewałam się tego po Polsacie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia, Życie codzienne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Wegetarinizm fetyszem kulinarnym

  1. ineczka pisze:

    uwielbiam Piekielną kuchnię !!! Dla mnie gotowanie to rytuał, jakaś magia…..mamy z siostrą tradycję w wieczór przed Świętami zamykamy się w kuchni i pieczemy, dekorujemy, pijemy dobre wino :) i tak pół nocy….gotowanie uspokaja i poprawia mi nastrój :) i rzeczywiście- w Polsce w coraz większej ilości sklepów naprawdę w końcu można kupić coraz więcej lepszego jedzenia, ciekawszych składników….idzie ku dobremu :)

  2. ~Jk pisze:

    Ile ja bym dała za dziewczyne która by mi gotowała. Marzenie :)

  3. dani pisze:

    Jak Twoja partnerka ma dobrze, też bym chciałam, by mi ktoś tak gotował, marzenie :) Poza tym to podziwiam, ja bym wegetarianką nie mogła zostać nawet na 1 dzień, tak kocham mięso we wszelakiej formie ;)

  4. ~Annalina pisze:

    W ogóle nie znam się na gotowaniu. Potrzebuję kogoś, kto mnie wykarmi ;p
    Widać, że wegetarianizm nie jest taki zły. Czasami przyda się mała odmiana. Chyba kiedyś spróbuję, chociaż na tydzień ;)

  5. ~Paula pisze:

    Miesa tez nie lubilam, ale zjem doslownie wszystko co moja K ugotuje , a jako amatorka robi to cudownie i smacznie. Jako biolog i technik weterynarii pozwole sobie tylko dodac, ze zabijanie zwierzat „dla miesa” jest potrzebne nie tylko ludziom (by jesc) ale calej populacji tychze zwierzat i siedliska w jakim sa. Mimo wszystko stado dzikow , ktore zajmuje dany teren musi byc co jakis czas wystrzelone bo gdybysmy nie dbali o to, dziki zaczelyby wychodzic na ulice, zagrazac ludziom i..utracilyby swoj naturalny ekosystem, a jego naprawde potrzebuja. Robi sie tez selekcje , ktore dziki ida na odstrzal, sa przepisy , ktore chronia te male bo sa one potrzebne pozniej do rozrodu (nie mowimy tu o ludziech , ktorzy sa lowcami dla fun’u) , tak samo kury i ich jajka, krowy przeznaczone na mieso lub mleko (o roznym typie uzytkowosci). Tak dziala cala populacja. I spojrzmy z drugiej strony- ile drzew trzeba wyciac by miec pole salaty? A drzewa to nasze pluca jak i miejsce zycia wielu zwierzat. Tak wiec…. wydaje mi sie ze zachowanie racjonalnego zywienia, bez fanatyzmu, ze zabija sie zwierzeta niczemu niewinne- taki jest ich los. I mimo wszystko spozywamy mieso zwierzat gospodarskich , a nie domowych-towarzyszacych. To czyni nas lepszymi od japonczykow:P Trzymajcie sie dziewczyny i pamietajcie… dobrego jedzenia, zrobionego przez wlasna kobiete…si nie odmawia:)

    • M i P pisze:

      Pe musi to przeczytać, choć z drugiej strony właśnie pojawia się pytanie czym różni się w czymkolwiek zwierzę gospodarskie od typowo domowego. Raz podczas naszego wyzwania, Pe zapytała mnie o weganizm, że przecież krowę i tak trzeba doić bo chyba wtedy cierpi czy coś takiego. Więc dlaczego weganie odrzucają krowie mleko? Nie potrafiłam jej odpowiedzieć na to pytanie. Dzięki za komentarz, pozdrawiamy Was cieplutko :).

  6. ~Anitt pisze:

    Doskonale rozumiem to co mówisz, że nie byłabyś w stanie być z wegetarianką, bo to strasznie trudne po prostu dla każdego tak dzielić zawsze – moje jedzenie i Twoje jedzenie. Co dopiero dla osoby dla której gotowanie jest pasją. Dla pocieszenia powiem Ci chociaż pewnie wiesz, że wegetarianizm to i tak najlepsze co mogłaby wyznawać Pe. Gdyby Twoja kobieta postanowiła zostać wege? albo to najgorsze dla Ciebie jako kucharza – wielbicielką Raw food? Poznałam ostatnio osobę, która praktykuje raw food i jest na tym punkcie zakręcona, nawet nie chce sobie wyobrażać jak ciężko musi być żyć z taką osobą samemu jedząc normalnie. Bo nie dość, że wszystko je się osobno to jeszcze pewnie ciągle dostajesz uwagi o tym, że to co jesz ty jest nie zdrowe i pozbawione wartości. :)
    Jestem fanką zdrowego stylu życia i zdrowego jedzenia- każdego z umiarem:)

    Pozdrawiam

    • M i P pisze:

      W sumie masz rację :) mogłoby być gorzej. I co najbardziej irytuje mnie w wegetarianach, to właśnie komentowanie. Nierzadko też wywyższanie się. Byłam kiedyś z weganką, skomplikowane to było. Miałam przez dłuższy czas wstręt do bananów :). U Pe w pracy jest chłopak, który przeszedł na weganizm bo jego dziewczyna powiedziała mu, że śmierdzi mięsem i nie będzie się z nim całować :) :D. Pozdrawiam, dzięki za komentarz :).

  7. ~Pysia pisze:

    Przyznam, że nie umiem gotować. Bo czym są schabowe i pomidorówka? Ostatnio robiłam spaghetti i bałam się, że się nie uda. Na szczęście było zjadliwe ;p

  8. ~mała-myśl pisze:

    Ja kiedyś stwierdziłam, że gdybym nie jadła mięsa, to chyba cały czas bym głodna chodziła ;] W sumie to mam urozmaiconą dietę, ale te potrawy mięsne odgrywają jednak sporą rolę.
    A co do programów kulinarnych, to lubię sobie czasami jakiś obejrzeć ;) Teraz ciekawią mnie bardziej niż kiedyś – może dlatego, że ciągle uczę się przyrządzać coś nowego do jedzenia ;)

  9. ~Carrie pisze:

    To cudowne, kiedy czyta się takie posty przepełnione pasją! :) Lubię gotować, chociaż nigdy sama z niczym nie eksperymentowałam. Tu masz właśnie rację, że do tego potrzebne są własne pieniądze i kuchnia. Jednak kiedyś spróbuję :)
    Uwielbiam mięso… Wiem, że to brzmi jakbym był kanibalem…

  10. ~Evey pisze:

    Ostatnio spróbowałam hummusu i jadłam kanapki z tym tworem przez całe dwa tygodnie :D Mój Brat mówi, że to „hinduska pasta na przeczyszczenie” :D – otóż nie!
    A tak na poważnie, kiedyś odrzuciłam mięso na niemal rok i myślę, że niedaleko mi do tego, żeby znowu to zrobić.

  11. ~oLa pisze:

    Uwielbiam piekielna kuchnie :) moglabym to ogladac godzinami, odcinek za odcinkiem :)
    a co do gotowania, to bardzo lubie gotowac I powiem ze moja zonka tez lubi I dobrze gotuje :) najlepiej gotuje nam sie razem :)
    pozdrowionka dziewczyny :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>