Sekret – nasza walka o Twój uśmiech

Witam wszystkich ciepło! Biorąc pod uwagę fakt, że trochę ludzi tutaj zagląda (co nam bardzo uśmiechów dodaje) chciałabym to wykorzystać. I zarazić Was (nie, nie homoseksualizmem) SEKRETEM! Czyli czymś co wywróciło nasz świat o sto osiemdziesiąt stopni w bardzo pozytywny sposób.

Zaczynając od początku byłam bardzo negatywną osobą, nie wierzyłam ani w siebie, ani w nic. Dręczyłam się i katowałam złymi wspomnieniami i marudziłam rozczulając się nad przyszłością. Pe była optymistką zawsze i wszędzie (nie rozumiałam dlaczego, do cholery, los nas połączył? Denerwowała mnie na każdym kroku swoim głupim nastawieniem, że wszystko się da, a świat składa się z motyli, drzewek i cudownych ludzi). Stanęło na tym, że każdego dnia toczyłyśmy słowne potyczki na „nie” kontra „jutro wstanie piękny, nowy dzień” (i inne wkurzające banały!). Pomiędzy naszymi wojenkami, stopniowo przenikał do nas przekaz innych osób. Ktoś tam przesłał linka, ktoś próbował podrzucić książkę. W końcu zasiadłyśmy i kliknęłyśmy (w totalnym braku lepszych zajęć żeby zamknąć sobie wzajemnie usta) w film, który był początkiem nowego.

Nie wiem czy uda mi się przybliżyć cały sens w stu procentach. I na prawdę chciałabym, żeby każdy odebrał mnie dobrze i chociaż spróbował. Cała sprawa opiera się na pokochaniu siebie, świata i innych (nawet takiego na siłę, aż w końcu wejdzie w nawyk). Myśleniu pozytywnie, wyrzuceniu negatywnych uczuć ze środka. I najważniejsze (najprzyjemniejsze) trzeba uwierzyć, że można mieć wszystko czego tylko się zapragnie. Zaplanowaniu tego, mówieniu o tym głośno i wyraźnie w czasie teraźniejszym. I nie w sposób „Chciałabym TO”, „Nie chciałabym TEGO”, a „Mam TO”.

Naładowane pozytywną energią (a Pe potrójnie, aż jej ADHD przybrało na sile) przystąpiłyśmy do działań. Na pulpicie naszego komputera stworzyłyśmy kolaż ze zdjęć. Znalazło się tam miejsce na piękny dom z ogródkiem, duży aparat fotograficzny, pierścionek zaręczynowy, wycieczka, studio fotograficzne, kuchnia marzeń – czyli rzeczy, które na tamten czas były dla nas nieosiągalne (cienka płaca w PL), a które chciałyśmy przetestować – czy sekret nam zadziała?

I tak sobie patrzyłyśmy za każdym razem na ten nasz pulpit, nastawiając się pozytywnie i wczuwając. Nie wszystko dzieje się od razu, ale byłyśmy uparte. Wszystko ruszyło. Nagle wycieczka – wyjazd do UK. Praca, otrzymujemy duży zwrot podatku i Pe wybiera aparat marzeń (co dziwniejsze kiedy po czasie, z łezką w oku zajrzałyśmy na screen naszego pulpitu okazało się, że to identyczny model), Pe w tajemnicy wyskakuje z oświadczynami (angażujemy się), kolejna wycieczka do innego miasta, wynajmujemy dom (z ogródkiem, kominkiem, z pięknym widokiem z okna, przestronna kuchnia – jak z obrazka), na dokładkę od miesiąca działające studio.

Muszę coś jednak dodać. Pomiędzy punktem „wycieczka do innego miasta”, a „wynajmowaniem domu” nastąpił kryzys. Otóż w nowym mieście nie mogłam znaleźć pracy. Czas tykał, a ja przecież wciąż mieszkałam na raty raz w Londynie, raz u kuzynki Ka. Kiedy załamałam się, a Pe po raz dwudziesty przemierzając kilometry (bo chwilowo się rozłączyłyśmy) żeby tylko pobyć razem, w końcu odparła: „spróbujemy innym razem, wracaj do domu”, więc spakowałam się. W oczekiwaniu na powrotnego busa, żegnając się z Nottingham, wstąpiłyśmy do antykwariatu. Na półce, od tak, stała książka. Był to właśnie „Sekret”, ale nie taki zwykły. Bo w Anglii, wśród angielskich książek, w angielskim antykwariacie, akurat my natrafiłyśmy na używany egzemplarz w języku polskim. Ktoś mógłby pomyśleć, że jestem głupia, biorąc to za znak. Ale widocznie nie jestem. Bo dałam sobie ostatnią szansę, jeszcze jeden dzień. W momencie, kiedy Pe odjeżdżała do Londynu, ja odebrałam połączenie od nowego pracodawcy. I wtedy nastąpił ciąg dalszy.

Byłyśmy w szoku i złapałyśmy bakcyla. Jest takie ćwiczenie, że na kartce sobie piszemy: „Jestem szczęśliwa, wdzięczna i przepełniona miłością bo…”. W wykropkowane miejsce dodajemy: dostałam awans, podwyżkę, jestem zdrowa, kochana, mam przyjaciół – lub cokolwiek innego. Nie wiem jak to działa, a może i wszystko brzmi bardzo sekciarsko i kosmicznie, ale wiecie co? Wstaję rano z uśmiechem na ustach, chce mi się próbować, polubiłam ludzi (bo oni nie pojawiają się przypadkiem), nie narzekam i nie denerwuję się tak jak kiedyś. A Pe? Pe rozwinęła skrzydła i czeka na każdy nowy dzień. Co jakiś czas wyjmujemy ze skarbonki te nasze „listy wdzięczności” i konfrontujemy z rzeczywistością.

Czasami dzieją się „złe” rzeczy. Kiedy zaczynamy wątpić, tracimy sens tego wszystkiego. Jednak czas pokazuje, że te złe rzeczy mogą doprowadzić do tych dobrych. Przetrwałyśmy kryzys żeby jeszcze bardziej się do siebie zbliżyć; ktoś nas wyoutował bo same nie miałyśmy na to odwagi; śmierć bliskiego żeby zdać sobie sprawę z ich posiadania itd.

Może to kwestia nastawienia, kiedy człowiek jest wesoły, pozytywny chce mu się więcej przez co dostaje więcej. Ludzie do niego lgną i jakoś tak prościej znieść prozę życia. Przykłady które nam „wyszły” mogłabym mnożyć i jakoś nie chce mi się wierzyć, że aż tyle tych „zbiegów okoliczności” nas spotkało. Dlatego polecam każdemu, chociaż spróbować, ogarnąć się, zaprzeć i walczyć o swoje, aż wejdzie to w miły nawyk.

Są ludzie na których patrzymy z podziwem, że mają to magiczne „wszystko”. Nie jestem brodatym mędrcem, z laską u boku, ale wiem, że wszyscy jesteśmy podobni. Mamy takie samo prawo do szczęścia. Trzeba tylko po nie sięgnąć – przyciągać je sobą. Zacząć zmieniać siebie, aż otaczający świat podąży za nami (teraz to ja jestem królową banałów).

Dla ciekawych, chcących pociągnąć dyskusję, zawsze zapraszamy na maila.

Dla tych, co chcą się wdrążyć polecamy książkę „Sekret” Rhonda Byrne.

Dla tych niecierpliwych polecamy film „Sekret – prawo przyciągania”. Jakiś czas temu dostępny na youtube (oglądać cały, nie przestawać po pierwszej porcji banałów!).

Dla tych, co nigdy się nie dadzą przekonać, zapraszamy do obejrzenia Yes Mana (Jestem na tak), nie nawiązuje do sekretu (bezpośrednio), ale pozytywny film w cholerę lub książka o takim samym tytule by Danny Wallace. Uśmiechniesz się!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Sekret – nasza walka o Twój uśmiech

  1. ~Annalina pisze:

    Na pewno przeczytam :)
    Rozbudziłyście we mnie nadzieję, że zdołam coś w życiu osiągnąć, dziękuję Wam za to :*

  2. mała-myśl pisze:

    Udało Ci sie oddać sens „Sekretu” :D Wszystko świetnie opisane, wytłumaczone, zobrazowane przykładami. I choć faktycznie momentami brzmi niesamowicie, to wierzę, że to może działać. Dlatego jakiś czas temu stworzyłam swoja „księgę życzeń” :)
    Trzeba zarażać optymizmem jak najwięcej osób :D
    Pozdrawiam.

  3. ~Galaretka pisze:

    Ja na przyklad jestem zacieta miloscinczka NLP. Ale co do sekretu uwielbiam jedno. Nawet jesli to nie dziala ( kiedys czytalam teorie spiskowe o tym) to i tak zmusza nas do pozytywnego myslenia. A to chyba jest jedna z najwazniejszych i najpiekniejszych rzeczy w naszym zyciu. ;)

  4. „Wystarczy odrobina nadziei
    Pozytywne myślenie wszystko odmieni” chciałoby się zaśpiewać:)
    fakt… od nastawienia dużo zależy! optymiści są szczęśliwi :)

  5. ~piacere pisze:

    No tak ;) Sekret. Widziałam film, książki nie czytałam. Chyba zażyczę sobie na święta. najwyższa pora uwierzyć w siebie.
    Pozdrawiam i podziwiam ;)

  6. ~Maks pisze:

    Oglądałem film Sekret, a co do posta to zgadzam się z Tobą w 100%. Ja kiedyś byłem podobny jak Ty. Narzekałem na wszystko. Na świat, na pogodę, na rodziców i na tysiące chorych spraw. Nie wierzyłem w siebie ani w innych. Ale od kilku lat stopniowo zmieniam swoje myślenie. Jest to ciężka praca (chodziłem do psychologa, chodziłem na grupę DDA, ale przede wszystkim sam pracuję nad sobą).
    Obecnie moje myślenie wygląda tak: mogę osiągnąć absolutnie wszystko. Jeśli czegoś nie osiągam to wynik mojego lenistwa czy braku wiary. Staram się szukać przyczyn w sobie a nie w innych. Bo najłatwiej powiedzieć, że przyczyną moich nieszczęść jest Bóg albo ojciec albo Tusk. Ale w ten sposób nic w życiu nie osiągniemy.
    Pozdrawiam:)

    • M i P pisze:

      Brawo :). Za mną też lata ciężkiej pracy nad sobą :). Dobrze, że i Ty i ja – przebudziliśmy się w porę :). Skrobnij mi maila, napiszę Ci coś fajnego apropo terapii. Pozdrowionka!

  7. Widziałam film „Sekret” i nie do końca zgadzam się z tym wszystkim. Pozytywne nastawienie może pomóc ale tylko w niektórych sytuacjach, natomiast nie zmieni ono całego życia. Jakiś czas temu po raz pierwszy w życiu z pesymistki stałam się optymistką, uwierzyłam w siebie, we własne możliwosci, w to, że moge coś osiagnąć i za jakiś czas to wszystko runęło i jest gorzej niż było. Chciałabym znów mieć to pozytywne nastawienie tyle, że to się nie sprawdza w moim życiu, dla mnie najlepiej jest gdy nie jestem ani optymistką ani pesymistką, tylko czymś pośrodku, bo wtedy nie dołuje się pesymizmem i nie przeżywam takiego zderzenia z rzeczywistością, gdy pomimo optymizmu wszystko się wali.

    • M i P pisze:

      Sprawa rozbija się też o to, że zanim stajemy się optymistami – cała negatywna energia, którą tak usilnie budowaliśmy latami musi ulecieć. I właśnie o tym zapomniałam pisząc notkę. Na początku jest najtrudniej bo los rzuca nam wielkie kłody pod nogi. Testuje naszą wiarę. Szkoda, że nie dotrwałaś. Ale rozumiem, to nie jest jakieś proste. Więc rozumiem, że teraz starasz się być po prostu realistką? Myślę, że to i tak świetnie. Nie ma nic gorszego od pesymizmu. Pozdrawiam!

  8. O Sekrecie czytam nie pierwszy raz i nawet bez Waszego przekonywania zamierzam sama zabrać się za jego lekturę. Chyba to będzie pierwsza książka, którą kupię (zazwyczaj nie miałam takiej potrzeby, bo bibliotekę mam pod samym nosem).
    Mam nadzieję, że też odnajdę w nim inspirację i motywację, których ostatnio tak bardzo mi brakuje.

    Zaskoczył mnie ten bezpośredni tytuł bloga :) W gruncie rzeczy nigdy nie spotkałam się w blogosferze z ludźmi innej orientacji, a nawet jeśli, to najwidoczniej nie była to informacja, którą chcieli dzielić się ze światem, także fajnie, że jesteście!

    • M i P pisze:

      Zabierz się, na prawdę warto. Zawsze tez można poszukać ebooka w sieci. Chociaż wiem, że to nie ta sama jakość czytania ;).

      Wiem, może i wszystko tutaj aż huczy od tej informacji, ale trochę tak jest, że wszystko co piszemy wiąże się z naszym życiem, a ono jest kobietą :)

  9. Pysia pisze:

    Nie wiem jak Pe nie udało się zarazić Cie optymizmem skoro ma go tak wiele :) Mimo to zaczęłaś dostrzegać dobre rzeczy. Tak trzymaj :)

  10. Asia pisze:

    Te listy to bardzo dobra sprawa. Podbudowanie optymizmu- tylko tak dalej a pomysł kradnę, muszę swój nieco podbudować
    Pozdrawiam

  11. ~A i Pirania pisze:

    bo czasem mżenia się spełniają ;)

  12. ~Panna M pisze:

    Twój post pasuje idealnie pod mój stan. Jutro wstanę i spróbuje mam nadzieje, że moi czytelnicy się stęsknili, a Ty piszesz świetnie, łatwo i się przyjemnie czyta. Oby tak dalej buziaki, POZDRAWIAM:*

  13. ~Raysha pisze:

    Sama mam ochote pisac bloga o lesbijskim życiu czytając Was. Przeczytałam calutkiego bloga w dwa dni…Zazdroszczę Wam tego magicznego życia za którym moja dziewczyna goni.

    Pozdrów ode mnie P. ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>